czwartek, 15 listopada 2012

Tabletka - na szczęście!

Ona konkuruje ostatnio z Jej Babcią na najbardziej kolorowe i obfite danie pełne medykamentów. Babcia co rano przygotowuje swoją miksturę. Podchodzi do tego z pasją prawdziwego szefa kuchni, wykładając wszystkie składniki na stół, wybierając co lepsze kąski, nonszalancko mieszając i.. łykając pół garści kolorowych pigułek: na serce, na wodę w organizmie, na wzmocnienie i na spokojność - na raz!

Ona faszeruje się każdego dnia także sporą liczbą tabletek. Jednak nie trzyma się tradycyjnych babcinych receptur i rozkłada cały przydział na pięciodaniowe przysmaki:
  • mała okrągła rano, by tarczyca dobrze działała, 
  • po porannych skurczach łydek jeszcze i owalna dużo większa z dawką magnezu (która jednak nie wyklucza jednak zażycia później kostki czekolady - albo i dwóch;)),
  • wieczorem spora różowa - zestaw witamin dla mam przyszłych,
  • gdy jeszcze brzuch da o sobie znać - mała pigułka do trzech razy dziennie,
  • i na noc jedna jeszcze - albo dwie - by skurczów nie prowokować.
No rozpusta! Ale jak mało kalorii. Taka tam molekularna kuchnia.

wtorek, 13 listopada 2012

Przykazanie 11: Nie ustępuj!

Ona po pracy wtarabaniła się do autobusu. Z braku wolnego miejsca siedzącego stanęła, chwytając rury, która nie miała jednak nikomu zapewnić zmysłowego pokazu. Śmierdziało potem. Wytrzymała tylko do pierwszego przystanku, po czym uchyliła okno. Prychnięcie siedzącego pana i uwagę młodej dziewczyny: "Jak komuś gorąco, to niech się rozbierze" Ona pozostawiła bez komentarza.

Autobusem bujało nie mocniej niż zwykle, ale Ona chyba nieco gorzej to znosiła. do tego maluch fikał koziołki to w jedną, to w drugą stronę. Za amortyzację służyła Ona - innym i to nie tylko ludziom, ale także pewnej sporych rozmiarów siatce obijającej się o Jej łydkę oraz torebce uderzającej Ją regularnie w ramię.

Trzymała się oburącz rurki, przyglądając się z wielkim pragnieniem (żeby nie powiedzieć: z potrzebą) zwalnianym na niektórych przystankach krzesłach zajmowanych w ciągu ułamka sekundy przez kolejne osoby. Ona nie twierdzi, że była z tego tłumu osobą najbardziej potrzebującą. Na pewno dwom zagadanych studentkom przyjemniej rozmawiało się na siedząco, a pan z teczką miał lepszy widok na miasto z wysokości pół metra i 20 cm od szyby.

Gdy ją oblał zimny pot i bącnęła dzięki przepychającej się kobiecie brzuchem w oparcie krzesła, odważyła się i spojrzała na siedzącego obok mężczyznę (na oko albo i dwa lat czterdzieści kilka z hakiem, obok siedzenia brak kuli, na nodze gipsu, w otoczeniu wielu pakunków; parę chwil wcześniej głos miał raczej mocny, bo głośno rozmawiał przez telefon - schorowany na pierwszy rzut oka nie był, ale Ona przecież mogła się mylić).
Wydusiła więc z siebie:
- Przepraszam, słabo się czuję, czy byłaby możliwość, żeby ustąpił mi pan miejsca choć na chwilę?

I w tym momencie pożałowała.
- Jak się źle czuje, to po co jeździ autobusem? - zapytał lekceważąco mężczyzna.
- Właśnie! Też coś! Młoda dziewczyna, a stać nie może - dorzuciła nieco głośniej starsza pani, głaszcząc po udzie może ośmioletnią wnusię, która rozpłaszczyła się na siedzeniu obok i wbiła w Nią zadowolony wzrok.

Ona chciała jeszcze raz powiedzieć, że źle się czuje.. że gorąco.. że przedłużająca się przez roboty drogowe jazda do domu wyjątkowo Ją zmęczyła, wreszcie, że - gdyby ktoś nie widział - duży brzuch to nie oznaka przejedzenia, ale połowy siódmego miesiąca ciąży, a co za tym idzie czasem trudno zachować równowagę.. że plecy od samej torebki bolą.. że ciasno.. że trudno się złapać nawet na zakrętach.. że gdyby nie musiała, wcale by nie poprosiła (wszak wczoraj przebyła tę drogę na stojąco, nie tylko niezauważona przez pasażerów, ale także nie prosząc żadnego z nich o łaskę w postaci odrobiny życzliwości czy zrozumienia).

Chciała jeszcze dodać, że bezpieczniej będzie nie tylko dla Niej, ale i dla malucha, jeśli usiądzie, nie wspominając pasażerów, którzy mogliby Jej udzielić pierwszej pomocy, gdyby upadła. Ale to przecież nie miało znaczenia. Nic więc nie powiedziała.

Dwa przystanki przed dojazdem do domu - kolejne 20 minut później - w sumie po 40 minutach jazdy, usiadła.

W tym momencie poderwała się do wyjścia babcia z wnusią, obie zmierzyły Ją dumnym spojrzeniem. Ta ostatnia zostawiła  na siedzeniu rękawiczki.
Ona zawołała za nią, ale tylko w myślach. I to stek przekleństw, bo na nic więcej nie miała już siły.

sobota, 10 listopada 2012

A może poród w wodzie?

- O poród w wodzie wcale nie jest tak łatwo - zapowiada Położna. - Dziecko musi być prawidłowo ułożone, pierwsza faza porodu musi przebiegać bez zakłóceń, godzinny zapis KTG musi być prawidłowy, a do tego położna, która odbiera poród w wodzie musi być odpowiednio przeszkolona. Takie specjalistki kończą specjalny kurs.
- Chyba dla nurków - Ona kwituje listę wymagań, a wizja porodu w wodzie odpływa...

piątek, 9 listopada 2012

Wyrodna jeszcze nie matka

Śladem Tekstualnej Ona postanowiła podsumować swoje oznaki bycia wyrodną jeszcze nie matką:

- codziennie pije kawę (pyszną rozpuszczalną w mlekiem - w weekendy filiżankę zamienia na wiadro mlecznego napoju), a nawet dwie,
- śpi na prawym boku, bo jeszcze nie potrafi uznać, że lewy jest nową czernią tej jesieni oraz nadchodzącej zimy,
- pracuje i w... pracy i domu, choć mogłaby leżeć do góry brzuchem - bo przecież jest w ciąży,
- w autobusach stoi czasem i nie awanturuje się, gdy nieuprzejmi/zapatrzeni/zmęczenie/w równie wysokiej ale dużo mniej widocznej ciąży ludzie zajmują wszystkie siedziska,
- przeklina, bo trzeba czasem i barany zasłużyły, co nie? (patrz wyżej choćby),
- jeździ autem z normalnymi pasami,
- nie kupiła jeszcze NIC dla dziecka,
- nie odmawia sobie ciepłych kąpieli,
- nie kupiła uciskowych rajtek, za to nosi za ciasne skarpeciochy,
- regularnie maluje paznokcie,
- spędza przed komputerem zbyt dużo czasu,
- za mało śpi - nie drzemie po obiedzie, nie dosypia rano,
- ogląda horrory, na których sama się boi,
- nie gada do brzucha ciągle i o nim też nie nawija jedynie,
- sprząta mieszkanie, robi zakupy, spaceruje godzinami, w ogóle NORMALNIE żyje,
- je normalnie, czyli całkiem zdrowo z małymi odstępstwami - bo nie można dać się zwariować.

Post doczeka się niejednej edycji.

środa, 7 listopada 2012

Zmęczony mężczyzna

- Jak się pan ma? - zagaduje Jego Położna za zajęciach ze szkoły rodzenia.
- Nie najgorzej, dziękuję.
- A czemu się pan nie uśmiecha? Boi się pan czegoś? - drąży.
- Bez przesady, czego mam się bać? - odpowiada On.
- Pewnie jest pan po pracy - Położna doszukuje się przyczyny braku radosnego uśmiechu od ucha do uch.
- No tak, niedawno skończyłem.
- Widzą państwo... - Położna zwraca się do Niej i do Niego - ja się tak cieszę, gdy panowie tu przychodzą. Są tak wielkim wsparciem dla Pań. Szczególnie dobrze, jeśli znajdują czas, by mimo zmęczenia po pracy przyjechać i posiedzieć tu, choć często siły i chęci brak.
- Przepraszam, ja też jestem po pracy. I co w związku z tym? - Ona zapytuje.
- To może zaczniemy zajęcia - proponuje Położna, szybko się wycofując.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Po czym ginekolog pozna pacjentkę?

- I co tam słychać u pani? - zagaduje Gin.
- A dobrze, tabletki grzecznie to łykam, to wkładam. Brzuch nadal pobolewa, z nosa krew leci, nad ranem łapią skurcze, a i dziąsła też czasem krwawią - żyć nie umierać!
- No! Czyli wszystko w najlepszym porządku. To zapraszam na badanie.
- O rany... Znów? - marudzi Ona. - Jeszcze się panu doktorowi te widoki nie znudziły? A zresztą: jak pan to znosi tak bez przygaszonych świateł i nastrojowej muzyki?
- A nie najgorzej, dziękuję - śmieje się Gin. - A wie Pani, że większość ciężarnych poznaje się po... - doktor zawiesza głos.
- Po kroczu? - dopytuje Ona.
- A nie! Ciężarne po usg dziecka, ale w sumie hasło "pokaż mi swój srom, a powiem ci, kim jesteś" wśród wielu ginekologów nadal obowiązuje.

czwartek, 1 listopada 2012

W czasie deszczu ciężarówki się nie nudzą...

Ona stoi nad grobem, kontemplując wszystkich mniej i bardziej świętych. Nie zauważa nawet, że zaczął padać deszcz.
- Ciężarówka, plandekę ci przyniosłem! - mówi Jej Brat, rozkładając nad Nią parasol.