wtorek, 5 listopada 2013

Przy jedzeniu się nie...

Zdarza się, że przy karmieniu Maluch ma niezłą zabawę: poklepuje Ją po piersi, głaszcze, podgryza, szczypie. Śmieje się przy tym i czaruje.
- Ty się, kochany, jedzeniem nie baw - strofuje go Jej Mama, odpowiadając równie czarującym uśmiechem.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Żeby nie zapomnieć

Jego Tata długi czas zwracał się do Malucha per "chłopczyk". Dostał jednak burę od Jego Mamy, swojej żony, a babci rzeczonego i "chłopczyka" już nie ma.
Podchodzi dnia pewnego do Malucha, swojego jedynego wnuka, ze słowami:
- No, chodź, do dziadka. No chodź...  - mówi, przyglądając mu się dokładnie - jak Ty się nazywasz?

Jego Mama po chwili:
- To chyba trzeba zapisać, bo nikt nie uwierzy!

Ona więc dla pewności notuje skrzętnie.

wtorek, 1 października 2013

Po mamusi!

Ona może oglądać Malucha bez końca. Całować, wąchać, tulić, ściskać, gilgotać i pieścić. Oglądając go centymetr po centymetrze szuka czegoś, w czym choć trochę Ono przypominałoby Ją. Bo że to czysty On - wiadomo wszystkim.

- Ooo! Cellulit na pupie! Wreszcie masz coś po mamusi - Ona oddycha z ulgą.

niedziela, 15 września 2013

Nieludzkie pytanie

Ona przegląda hasła, po których czytelnicy wchodzą na blog.
- "czy glizda ludzka wychodzi ustami" - czyta oniemiała. - Ale że co?! Ależ że jak? Że tak z ust? Do ust jeszcze? Ooo, ta glista nieludzka!

sobota, 14 września 2013

Wykapany tata!

Jej Mama pochyla się nad wnukiem.
- Ależ jest podobny do taty! - mówi. - Aż dziwnie tak całować.. - dodaje ze śmiechem i zasypuje Malucha gradem buziaków.

piątek, 13 września 2013

Dowód na syna

Ona i On składają podanie o dowód dla Malucha.
- W celu? - zastanawiają się, pochylając się chwilę nad formularzem.
- Wyjazdy na terytorium Unii Europejskiej - podpowiada On.

- Dokument mu zarekwirujemy, bo jeszcze kredycik jakiś na dowód weźmie i przed osiemnastką nie spłaci - myśli zapobiegawczo Ona.

środa, 11 września 2013

Ucieczka z łóżeczka

Ono bawi się w łóżeczku. Ona i On uważnie obserwują, jak łapie za szczebelki i zbliża się do nich z zawadiackim uśmiechem.
Następnego dnia, Ona alarmuje Go po Akcji Szczebel.
- Maluch wyciąga ruchome części z łóżeczka! Wyjął jeden szczebelek! Nie przewidzieliśmy, że będzie tak sprytny.
- "Prison break" - kwituje On ze stoickim spokojem.


wtorek, 10 września 2013

Nadmorskie karmicielki


Romantyczny wieczorny spacer nadmorskim deptakiem.
- Patrząc na większość kobiet, które w koszulkach naciągniętych na mokre stroje kąpielowe, pomyśleć można by było, że połowa wczasowiczek ma nawał pokarm - stwierdza Ona. - Spokojnie można byłoby wtopić się w tłum i zaoszczędzić na wkładkach laktacyjnych. 

niedziela, 4 sierpnia 2013

Coś mnie gryzie. Ząb!

Gdyby nie ten upał i gdyby nie fakt, że głowa się kiwała, pewnie Ona i On nie tak szybko przysiedliby na mrożoną kawę.
Tym samym Ona nie tak szybko nakarmiłaby Malca nektarynką za pomocą łyżeczki. Nie Jego - plastikowej, ale całkiem zwyczajnej - metalowej (bo sztućce użyczone przez kelnerkę raczej na fragment posrebrzanej zastawy nie wyglądały).

I pewnie jeszcze przez jakiś czas Ona i On nie wiedzieliby, że Ono może już rozgryźć istotę świata.

- Czas wrzucić coś na ząb! - przytomnie zareagowała Jej Siostra, a czujna Matka Chrzestna Malca. Dolna jedynka już jest. Choć wydaje się, jakby druga już szła w gratisie.

wtorek, 30 lipca 2013

Maminy lans

Ona nigdy nie wiedziała nic mniej zbędnego niż bajeczne filcowe opakowanie na nawilżane chusteczki do dziecięcej pupy (bo kto powiedział, że trzeba je do starej foliówki pakować i ukradkiem wyjmować publicznie?) czy podkład udający elegancką kopertówkę (za karę ma dziecko na wymiętolonej pieluszce przewijać?). 

Więc.. pakuje taki zestaw do wózka i leci na miasto na maminy lans. Bo kto powiedział, że tylko dziecko może się wyprawiać z klasą?

środa, 17 lipca 2013

Jaka matka, taki syn

Ono poznało już smak kukurydzianej chrupki, ziemniaka, jabłka, marchwi, kalarepy, truskawki i pomidora.
- Pięknie - chwali doradczyni laktacyjna. - Jest śliczny i silny. Waży idealnie: 6650 g. Smakowanie kontynuujemy. Proszę mu dawać to, co pani najbardziej lubi.
- Najbardziej? - Ona uśmiechnęłaby się pod.. wąsem, gdyby tylko go miała - Najbardziej to ja lubię czekoladę! - odrzekła.

wtorek, 2 lipca 2013

Zamienię Ciebie na lepszy model!

Jej Brat - dotąd najmłodszy w rodzinie - chętnie garnie się do Malucha. Gdy jednak Ono zaczyna płakać mu na rękach czy podczas zabawy albo - co gorsza wujkowych psot - Jej Brat oddala się z miną niewiniątka, mówiąc:

- Zepsuł się!

poniedziałek, 1 lipca 2013

Nagroda za ząb

Odkąd Ona usłyszała o panującym w Jej rodzinie zwyczaju nagradzania osoby, która jako pierwsza odnajdzie pierwszy ząb u najmłodszego w rodzinie dziecka, intensywnie dotyka łyżeczką dziąsełka Malca.

- Szukaj, szukaj! - radzi Ciocia. - Może będzie kiecka. Albo pierścionek.

- Proszę mnie przepuścić! - oznajmia On, dzierżąc drugą łyżeczkę i próbując przebić się do Maluszka. - Są pewne priorytety! Taka na przykład konsola..
I rozpoczyna swoje badanie uzębienia.

niedziela, 30 czerwca 2013

Męska szkoła

Obiad trwa w najlepsze. Przy stole w kuchni zebrali się: Ona, On i Jej Brat. Maluch zajął dostojne miejsce tuż przy lodówce.

- A giii - Maluch odzywa się, zerkając na zawieszony na drzwiach lodówki magnes - blond piękność z Sankt Petersurga. - A giii - mówi i uśmiecha się szeroko.
- Kochany! Słuchaj.. - zwraca się do Niego Ona - Matka szatynka prawdę Ci powie: może i mężczyźni wolą blondynki, ale te wcale nie są lepsze!
- Ale są łatwiejsze - dopowiada szybko Jej Brat. - Wuj prawdę Ci powie!

wtorek, 25 czerwca 2013

Król Kartofel I

I przyszedł czas na ziemniaka. Króla polskich obiadów.
Najmniejszy, młody obrany i bez szczypty nawet soli ugotowany na talerzyku przybrał postać żółtawej paćki. Za dużo tego dobrego było - Ona nałożyła warzywa ledwie na czubek łyżeczki, na resztę z pożądaniem sama patrząc.
Tak przygotowany posiłek Maluchowi do ust podała. Daleki był od entuzjazmu (czyżby wina różowej łyżeczki?).

- Zaczyna się! - pomyślała. - Zaraz będzie: za mamusię, za tatusia, a i ci przecież już nieźle wyglądają!

- Jak zjesz ziemniaka dostaniesz.. medal z kartofla - powiedziała. 
Nie zjadł, wypluł, krzywiąc się. Jej trochę ulżyło - rzeźbić w pyrach specjalnie nie potrafi.

Podsumowując pierwsze dni smakowania: Maluchowi zdecydowanie bardziej smakowały chrupki - pewnie poczuł, że od nich już tylko krok do chipsów.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Główkę podnosi? A mówi?

Podczas ostatniej wizyty przed szczepieniem pani pediatra poświęciła jakieś 30 sekund, by zobaczyć, jak Maluch podnosi główkę w leżeniu na brzuchu.
Oczywiście zrobił to inaczej niż w domu. Zachwiał się z lekka i nie podparł tak stabilnie na przedramionach.

Lekarka z surową miną przedsięwzięła więc odpowiednie kroki:
Skierowanie do neurologa - bach! Powinien przecież główką mocno do góry zarzucać!
Skierowanie na rehabilitację - bach! Konieczne będą zabiegi, masaże, ćwiczenia! Osłabienie karku zdecydowanie widoczne - trzeba działać szybko. ("Chce się pani umówić z dzieckiem? Grudzień, pani, na grudzień można się u nas umówić.")

Ona i On podeszli do sprawy spokojnie, choć nie bez obaw. Wynik wizyty u neurologa i fizjoterapeuty: Ono rozwija się świetnie.

Ona wybrała się z Maluchem na kolejne szczepienie. Do tej samej pediatry.
- Nie stwierdziła, że to źle, że jeszcze nie mówi i nie wysłała Malucha do logopedy? - zapytał On, słuchając relacji z wizyty.

niedziela, 23 czerwca 2013

Pan Chrupek

Maluch zaczyna smakowanie. Ona długo zastanawiała się, czy wybrać mu do testów kuszące truskawkowe, czy jeszcze chyba bardziej kuszące czekoladowe chrupki. Ostatecznie stanęło na tych bez smaku, zwanych także naturalnymi.

Pierwszą chrupkę Maluch wciągnął prawie tak szybko jak Ona (nie mogła przecież dać Maluchowki niesprawdzonego produktu - dla pewności posmakowała jeszcze, czy leżące w lodówce czekolady i zapas truskawek są jeszcze zjadliwe - a nuż Ono by się skusiło..).
- No, w końcu jakieś konkretne jedzenie! - zareagował z entuzjazmem Jej Brat. - To co, w niedzielę  schabowy i ziemniaki?
Ona zacznie chyba rytualne polskie stukanie w dechę. Sąsiedzi już walą,walą, walą - bynajmniej nie do drzwi.

sobota, 22 czerwca 2013

Rozmiar ma znaczenie

Maluch zakończył sezon na basenie. Pluskał się to z Nią, to z Nim. Nurkował, moczył uszy - Jego Mamę przyprawiając tym o szybsze bicie serca i nocne koszmary, gonił piłki, baloniki i poznawał nowe dzieci.

- Nasz synek ma już nową, starszą koleżankę, Olę i kolegę - jeszcze z czasów brzucha, bo z jego rodzicami chodziliśmy do szkoły rodzenia. Kubuś ma już chyba pół roku - opowiada On o znajomościach dziecka. - Ale pitolka ma małego.

Męska perspektywa.

piątek, 21 czerwca 2013

Tak się tworzy sztukę!

Jej Mama, Ona i Maluch znów zwiedzają. W Galerii Sztuki Współczesnej Malca przypiliło. Upał niemiłosierny za oknami klimatyzowanego pomieszczenia, więc Ona nie mogła się nie zlitować. Przysiadła, wpatrując się to na Kantora


to na Cybisa,


oko puszczając intrygującej Ją od zawsze "Białej głowie" Linkego.


Pierś odsłoniła i karmić zaczęła. Poczuła się tym swobodniej, że w sali nie było nikogo prócz rodzinnej ekipy.

Nagle Jej Mama mówi:
- Ktoś idzie.
Ona zerka na mężczyznę. Twarz jakby znajoma. Gdzieś dzwoni, ale okna w galerii zamknięte, więc Ona nie wie nawet, w którym z okolicznych kościołów.
- To Aleksander Dętkoś - podpowiada Jej Mama.
- Aaaa.. to spokojnie! - odpowiada Ona. - Zawsze możemy powiedzieć, że my koledzy po fachu - artyści - urządzamy tu performance. Rzeźbiarz od razu rozpozna kawał dobrej współczesnej sztuki. 

czwartek, 20 czerwca 2013

Wychowanie do... sztuki w rodzinie

Jej Mama - plastyczka - od pierwszych chwil życia Malucha wyrabia w Nim dobry gust. Aż dziw że w galerii sztuki wylądowali dopiero na początku piątego miesiąca życia Malca;)

- A teraz zaprowadzę Państwa do sali, w której obejrzeć będzie można Starowieyskiego - kierował przez kolejne ekspozycje pracownik instytucji.
- On nas tu przyciągnął! - przyznała Ona.
- Rozpoznawalny jest na pierwszy rzut oka - zaznaczył pracownik muzeum. - Choć niektórzy uważają, że to, co tworzył, to bohomazy. Ciekawe, co nasz najmłodszy gość zrozumie z tego dzieła.
- Obawiam się, że może zrozumieć więcej od nas - odpala Ona na widok "W oczekiwaniu Ocaliciela" Ona.
 

[fragment]

niedziela, 16 czerwca 2013

A ty całuj mnie!

Dzień słoneczny, ciepły, więc Ona w kiecce i sandałach, a Maluch z gołymi pytkami w wózku leży.
Ona jedzie z Maluchem windą. A wraz z nimi jakaś pani.
- Aż by się chciało wycałować te urocze stópki - mówi do Niej, choć wzrok najwyraźniej pada na nóżkach Malucha.
- Ach, proszę się nie krępować i całować - odpowiada Ona i przybliża swoją nogę w kierunku kobiety...

sobota, 15 czerwca 2013

Najlepsza opieka

Ona i On wyszli wieczorem na miasto.Pierwszy raz - odkąd jest Ono - we dwoje. Ona specjalnie się nie stresowała, bo oddawała Malucha w ręce Jej Mamy.
Był spacer, był teatr i były znajome twarze. Maluch w rękach Babci pospał, pospacerował, pośmiał się, pobawił i popłakał też pewnie.

Jej Mama pożegnała Jego i Ją słowami:
- Jakby Maluch zaczął opowiadać, jak było, to nie wierzcie w ani jedno jego słowo!
Jak na razie nie przemówił;)

niedziela, 9 czerwca 2013

Test bez poprawki

365 dni i minimum tyle samo myśli temu o tym, jakie będzie, wszystko się zaczęło. O tu.

Ona i On poznają Je każdego dnia, a jednocześnie czują, jakby znali Je od zawsze.

sobota, 8 czerwca 2013

Nocne spotkania miłosne

Ona - włos zmierzwiony, wieczorna kreacja ograniczona do nieco wymiętej koszulki, oko zaspane z ledwie uniesioną powieką, a na twarzy zamiast makijażu maluje się mina zwana grymasem po grypie. 
Godzina 4.35 w nocy.

Nagle, gdy już udaje Jej się otworzyć powiekę nieco szerzej, widzi, że Ono wpatruje się w Nią uważnie. Z buzią rozdziawioną, uśmiechem na ustach i w oczach.
- Jeszcze nigdy żaden mężczyzna nie patrzył na mnie z taką miłością - pomyślała Ona. - O tej porze. I na trzeźwo.

piątek, 7 czerwca 2013

I po ciąży

Nadeszła wyczekana kontrolna wizyta u Gina (ktoś pamięta jeszcze o tym, który stał się inspiracją do pisania bloga nie mniejszą niż Ono?;)).
- Wszelki duch! - usłyszała, gdy tylko przeszła przez próg gabinetu. - Myślałem o Pani niedawno. Czas już przecież na kontrolę! Co tam słychać dobrego?
- Dziecko - Ona odpowiedziała zgodnie z prawdą. - Głównie dziecko.
- I jak.. Franek?
- Feliks.
- Fak - wymsknęło się.
- Fakt, też na eF.
- Daje pospać?
Ona uśmiechnęła się.
- Mąż pewnie nie słyszy, jak syn w nocy płacze? - dopytał Gin.
- Skąd pan doktor wie?! - Ona wykrzyknęła zaskoczona.
- Norma. Większość tak ma. Kolega opowiadał ostatnio na imprezie o córeczce "Jak ta nasza Michalinka ładnie noce przesypia". Jego żona tylko oczami przewróciła, bo wszyscy dobrze wiemy, że ona od narodzin młodej nocy spokojnie nie przespała.

Ona i Gin powspominali ciążę, poród i czas po nim.
- Nie miałem jeszcze pacjentki, która z takim dystansem podeszłaby do porodu. Świetną koszulkę pani miała!
- Bloga czytałem! - oznajmił Gin po chwili. - Złapałem się za głowę podczas lektury! Ja takie rzeczy mówiłem?! - zaśmiał się. - No zero profesjonalizmu!
- A gdzież tam! Ja i dla tych pogaduch tu przychodziłam - przyznała Ona. - Terapia śmiechem refundowana przez NFZ - trzeba brać, skoro dają. - A na blogu już się fanclub utworzył! Już się w kolejce ustawiają do pana doktora!
- Ale nie poda pani mojego nazwiska na blogu? - dopytał dla pewności.
- Nie! Bez obaw!
- Ej.. no to jak trafią?.. - zmartwił się.
- Już ja im wskażę drogę, bez obaw! - zapewniła Ona.

- Naprawdę cieszę się, że trafiłam na pana doktora - Ona wylała morze słodyczy. - Zresztą i wśród personelu szpitala ma pan doktor świetną opinię. Położne nie mogły się pana doktora nachwalić.
Gin lekko poczerwieniał.
- Serio?! - jakby nie dowierzał, a po chwili zapytał niczym ciekawski dzieciak. - A co mówiły? Co?
- Ha.. nie powiem, bo jeszcze sodówka uderzy do głowy i dopiero będzie! - Ona odparła.

Po paru minutach rozmowy Gin zerknął na fotel. I Ona odwróciła wzrok w stronę tego zdecydowanie zaburzającego feng shui mebla.
- No co robić?! Taka praca - stwierdził Gin. Nie ma jak eleganckie zaproszenie na badanie.

- Kiedy była ostatnia miesiączka? - zapytał w pozycji, w której Ona była najmniej skłonna do wynurzeń.
- Łojedu! W maju! Ach.. to były czasy.. - Ona wspomniała ten niezwykły stan.
- I kiedy się skończyła?
- Po jakichś pięciu dniach. Ach, takie wspomnienia!
- Nie takie odległe - stwierdził Gin.
- Nieodległe?! - Ona spogląda na Gina zdziwiona. - Sprzed roku!
- Aaaa.. to nie o ten maj chodzi? No to ładnie!

Ona z sentymentem położyła się na kozetce i zerknęła w monitor.
- A jeszcze niedawno były tu takie widoki.. - pomyślała głośno, przypominając sobie regularne badania usg.
- Zaraz zobaczymy, co tam pani znajdziemy. Podobne skarby co.. może za rok?
- Teść mi dał dwa lata - zdradziła rodzinne plany.
- Ooo, hojny!
- No, ale zażyczył sobie dziewczynki.
- To do zobaczenia wkrótce!

Ona wyszła. Tuż za drzwiami zorientowała się, że rozmawiała z Ginem o wszystkim tylko nie o Jej stanie zdrowia. Najwyraźniej wszystko w normie, głowa szczególnie.

czwartek, 6 czerwca 2013

Ufff.. jak gorąco!

Sytuacja 1:
Pierwsze upały. Ona i prawie trzymiesięczne dziecko na krótko - bodziak i kieca - każdemu podług potrzeb i według płci.
Po badaniu bioderek pani (spodnie 3/4, koszulka z krótkim rękawkiem) uspokaja może trzyletniego chłopca (sandały, długie ale dość cienkie spodnie i takaż bluzka z długim rękawem), ubierając w tym czasie młodsze dziecko (choć na oko Jej Babcie w szpitalach leżały, taką miarą Ona oceniła, że mieć maluch mógł mieć ok. sześć tygodni) w co następuje:
  • kaftanik, 
  • body, 
  • śpiochy, 
  • spodenki, 
  • sweterek, 
  • czapkę, 
  • kurteczkę. 
Zakutane w kocyk.. WRÓĆ!
  • rękawiczki jeszcze były!
Zakutane w kocyk.. bach je do głębokiego wózka i na słońce marsz! Po chwili dziecko się w wózku wydarło wniebogłosy.
- Ciekawe dlaczego... - pomyślała Ona.


Sytuacja 2:
Spotkanie dla mam z dziećmi. Tłum w sali gęstnieje, a wraz z nim atmosfera. Ona zdjęła zbędne warstwy z siebie i Malucha, z nadzieją patrzy w otwory wentylacyjne i na zamknięte okna. Obok w wózku leży kilkutygodniowe dziecko. Ledwo je widać pod kocem, w czapeczce. Gdy rozpoczyna ryk, matka tuli je, mocniej jeszcze zakrywając kocem i rozpoczyna karmienie.
- Fuuu - wydaje z siebie odgłos, przystawiając butelkę do ust malucha i próbując otrzeć sobie czoło tetrową pieluszką. - Ależ tu gorąco. Zlitowaliby się nad nami i wpuścili trochę powietrza.

piątek, 17 maja 2013

Chodakowska kontra rzeczywistość

Ona postanowiła dołączyć do grona tych spoconych i zziajanych, którym nieskazitelna Ewa Chodakowska powie: "Tak trzymaj, jestem z Ciebie dumna!".

"Skalpel" do usunięcia pociążowego kilograma miała na wyciągnięcie ręki. Tak się jakoś złożyło, że zamiast wdziać dresiwo i pomachać nogami umyła okna, zrobiła pranie, przesadziła kwiaty i odgruzowała balkon, wyszorowała łazienkę oraz kuchnię, skoczyła z dzieckiem na spacer i po zakupy, przygotowała chłodnik, starła kurze, odkurzyła i pomyła podłogi. Wieczorem zaliczyła jeszcze przejażdżkę na rowerze.

To był "Killer" by Ona.

środa, 15 maja 2013

Ustami Mu wychodzi

Ono puszcza ustami bańki mydlane. Ona daje słowo, że jadło tylko mleko.

środa, 8 maja 2013

Wietrzenie szafy

Ona planuje na wiosnę nieco odmienić garderobę. Biega po sklepach jak kot z pęcherzem i wywieszonym jęzorem jednocześnie, ale bez efektów. Szuka w Nim wsparcia.
- A w jakim kolorze Ty byś mnie widział? - pyta z nadzieją na inspirację.
- W przezroczystym - odpowiada szybko On.

wtorek, 7 maja 2013

Ach, co to była za noc

Maluch przespał 7 (słownie: siedem!) nocnych godzin. Ona zbudziła się po czterech. Noc była ciemna, a cisza bez mruczenia spowodowanego mokrą pieluchą, głodem albo tęsknotą za przytulasami głucha. Maluch słodko spał, więc i Ona wróciła w ramiona Morfeusza, znaczy ten tego.. w Jego ramiona. Z rana wstała rześka jak skowronek.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Era kamienia piersiowego

Ona zbudziła się na nocne karmienie z kamieniem w piersi. Dotknęła i wydała z siebie jęk, tak zabolało. Zaraz sięgnęła po ibuprofen i ciepły natrysk. Maluch niechętnie zjadł z piersi, więc rano Ona jęczała jeszcze głośniej.

On zaserwował Jej termofor przed karmieniem, pomagał przystawić marudzącego Malucha, a po posiłku ratował zimnym okładem. Ona delikatnie masowała twarde miejsca podczas karmienia i łykała lek, chcąc uniknąć zapalenia. Laktator - ten najlepszy, w postaci Malucha - zadziałał dopiero wieczorem. Ulga była niesamowita.

Kamień spadł Jej z piersi. Dosłownie.

sobota, 27 kwietnia 2013

Tu można karmić piersią. Pilnuje krowa

Ona podczas wypadu do miasta z Jej Mamą miała okazję - żeby nie powiedzieć - została zmuszona - przetestować miejsca dla dzieci.
W jednym z centrów handlowych miejsca do karmienia i przewijania dzieci nie było wcale, więc Ona, co zrobić miała, uczyniła na białej kanapce w Coście nad pyszną kardamonową latte. Zgraja rozgadanych Szwedów i obsługa kawiarni nawet nie zaoponowali.

W drugim centrum (Ona ambitnie wytyczyła szlak miejskich podbojów, krążąc po galeriach - bynajmniej nie sztuki) niedaleko toalet Ona znalazła pokój dla matki z dzieckiem. Wszystko na swoim miejscu, czysto, ładnie, ale.. Ona oniemiała z wrażenia, widząc ubłoconą świnkę, która wisiała tuż nad przewijakiem w pokoju dla najmłodszych i ich matek. Zaniemówiła na dobre, kiedy zobaczyła wielkie różowe krowie wymiona tuż nad uroczym czerwonym fotelem przeznaczonym do karmienia dziecka.

Aż sobie fotkę strzeliła ku pamięci.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Z armatą na.. baboki

Maluch miał trochę kataru ("jeśli wiesz, o czym ja mówię" - Jej sam na usta ciśnie się klasyk) i kaszel. Nieładny. Ona zamówiła wizytkę. Nie siostrę - choć też o domowym usposobieniu - a odwiedziny lekarki. Osłuchowo Maluch był czysty, a na niewielki w porównaniu z drugą dolegliwością katar doktorowa zapisała.. dicortineff. Ot,taki sobie antybiotyk ze sterydem dla dwumiesięcznego dziecka,który raz po raz psiknie.
- Z armatą na muchę - Ona i On skwitowali, a bój z katarem stoczyli wodą morską i aspiratorem. Po dwóch dniach już nie ma baboków.


sobota, 20 kwietnia 2013

Z głową w chmurach

Maluch idzie przez świat z wysoko uniesioną głową, najchętniej spoglądając na lampy. Co ciekawe dostrzega te stojące, wiszące jak i całoroczne świąteczne lampki, które wiszą u Niego i u Niej. Nie ma znaczenia, czy świecą się, czy też nie.

Ona i On martwią się jednak, że z wielkim zainteresowaniem wpatruje się w wytwór pewnego artysty specjalizującego się w metaloplastyce niskich lotów, który to zawieszony został na wysokości.
- A co, jeśli to nie jest zainteresowanie lampą samą w sobie, a już teraz wyrabia sobie gust? Oby to spojrzenie, które puszcza lampie było krytyczne, bardzo krytyczne - mówi Ona z nadzieją.

środa, 17 kwietnia 2013

Ustąp kobiecie, szczególnie z brzuchem

Ona wybrała się na spotkanie dla mam i kobiet w ciąży. W takim towarzystwie w obwodzie pozostają także zazwyczaj panowie, tworząc - co tu ukrywać - tło, a którego czasem wyłania się a to pomocna dłoń, czasem butelka z chłodną wodą, innym razem ciepły płaszcz - w zależności od potrzeb.

Wśród kotłującego się towarzystwa Ją dochodzi rozmowa dwóch mężczyzn, którzy próbują przebić się przez tłum kobiet.
- Komu tu ustąpić? - zastanawia się jeden.
- Wiadomo, że kobiecie..
- Szczególnie, jeśli jest to ciężarna - dodaje. - Ale co, jeśli jest - jak tu - parę ciężarnych? Która wtedy ma pierwszeństwo?
Ona przemknęła - bez brzucha - niezauważona, a panowie tak stali, dywagując, aż korytarz opustoszał i już tylko grzecznościowo jeden drugiego mógł w drzwiach przepuścić

niedziela, 14 kwietnia 2013

Do której sypiają

Równo dwa miesiące po przyjściu na świat Maluch poinformował o tej zacnej rocznicy Jego, Ją i pół osiedla. Zbudził się z płaczem dokładnie o godzinie 3.31.

- Może tak mu zostanie? - zastanawiał się On nad ranem. - I co miesiąc będzie się budził o tej porze? To już drugi raz! 
- W sumie ja też najchętniej budzę się w godzinie swoich narodzin - myśli głośno Ona. - Mogłabym codziennie spać do 10.25! Więc to rodzinne - Ona wysuwa najprostszy wniosek.

Po chwili mówi jednak do Niego: - Tylko z Tobą się nie zgadza - Ona pamięta bowiem, że On przyszedł na świat po dobranocce. - A nie! Ty też najchętniej budzisz się w tym czasie, kiedy się rodziłeś. Po 19! Tylko w Twoim przypadku to pobudka z.. poobiedniej drzemki. 

sobota, 13 kwietnia 2013

Tęskniły panie?

- We wtorek wybieram się wreszcie na kontrolę do Gina - oznajmiła Ona koleżance.
- Oooo! - ta się wyraźnie ożywiła. - Czekam na wieści! Czekam! - Ona ucieszyła się z zainteresowania Jej stanem zdrowia, ale po chwili usłyszała: - Wiesz, że należę do fanclubu pana doktora!
Czyżby swego czasu stały bywalec bloga miał powrócić?

Aaaa wisiocyca przyjmę

Jednego dnia, kiedy Maluch zamienił się w wisiocyca, Ona siadła z długopisem i kartką. Podliczyła dane skrupulatniej niż miesięczne wydatki. I co się okazało? Na karmieniu strawiła (strawił właściwie,ale to tuż po - brzdąc) 5 godzin i 35 minut.
- Szaleństwo! Godziny nienormowane są, ale etat to jeszcze nie jest - pomyślała Ona. - Czy już można składać podanie o urlop?

piątek, 12 kwietnia 2013

W kawiarni z dziadkiem

On wyjechał w dal niezupełnie siną, a Ona zamiast siedzieć w domu wybrała się na babskie zakupy z Mamą. Na rundę po sklepach zabrał je Jej Tata. Malucha nie mogło zabraknąć. Zamiast jednak szlajać się z kobietami, mężczyźni zasiedli w kawiarni. Była kawa, był sernik i męskie pogaduchy.
- Spał prawie cały czas, a gdy się przebudził, rozejrzał wokół i zapytał, gdzie babcia - relacjonował kawiarnianą nasiadówkę Jej Tata. - Powiedziałem, że babcia kasę wydaje.
- Zrozumiał? - zapytała Ona. - Pewnie nigdy nie pojmie, dlaczego kobiety to robią.

Dumny Dziadek już nie może się doczekać kolejnego wyjścia do kawiarni z Wnukiem.

czwartek, 11 kwietnia 2013

To nie jest kąpiel dla sztywnych ludzi

Malucha wysypało. Ona i On postanowili wrócić do źródeł i zafundować synkowi kąpiel w krochmalu.
- Nie zesztywnieje nam? - zastanawiała się Ona.
Gdy zobaczyła efekt,pomyślała, że i Jej by się takie wygładzenie skóry przydało. Tak w kącikach oczu i ust najbardziej.

środa, 10 kwietnia 2013

Na spacerze

Jego Tata wyszedł z Maluchem na spacer. Mija matkę z płaczącym w wózku dzieckiem. Wraca i,  pokazując na wnuka śpiącego grzecznie w wózeczku, mówi dumny:
- Tamten płakał, a nasz nie!

wtorek, 9 kwietnia 2013

Pielucha wagi państwowej

- Mam nową ksywkę dla naszego synka - powiedział On, wracając z łazienki po kompleksowej przebiórce mokrej pieluchy i śpioszków Malucha. - Od dziś nasz Maluch nazywa się Hollande.

środa, 3 kwietnia 2013

Podróż w głąb

Maluch ziewa na okrągło. Rozdziawia gębulę, wzbudzając zainteresowanie rodziców.
- Ooo! Papula Nowa Gwinea znów stoi przed nami otworem - mówi On.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Pytanie o brzuch - poniżej pasa

Ona nie lubi, gdy ktoś nie dość Jej bliski podchodzi zbyt blisko czy dotyka. W ciąży była tym bardziej wyczulona, kiedy ktoś bez pytania dotykał Jej brzucha. Nagle w tym czasie ta część Jej ciała stała się dobrem ogółu - tak przynajmniej sądziła spora część osób, które stawały na Jej drodze.

Ona była przekonana, że po porodzie cały ten dotyk skierowany zostanie na Malucha. Stało się tak poniekąd. Poniekąd, ponieważ choć Maluch zasypywany jest gradem całusów i przytulasów, bywa, że i na Niej czasem skupia się czyjaś uwaga. A wraz z uwagą skupia się i dłoń, która nagle, niespodziewanie, z zupełnego zaskoczenia ląduje na Jej brzuchu.
- Masz pas ciążowy? - pada pytanie.
I Ona już wtedy wie, że te dziewięć miesięcy i ich pozostałość przesunęły u niektórych granicę intymności. Cholera, Jej intymności.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Matka (nie) wie lepiej

Nie bierz go na ręce, jeszcze się przyzwyczai - to już klasyk. Ona w czasie świąt i nie tylko przy każdej prawie okazji słyszy dobre rady - co ciekawe potrafią być bardzo zmienne, dostosowane do okoliczności. Zgodnie z zasadą: matce na opak.

- Połóż go.
lub:
- Znów go kładziesz?

- Może głodny? Nakarm go.
albo też:
- Znooowu je? Ale ciągnie? Może on nie ciągnie? Może on się nie najada? Masz zły pokarm.

- Płacze? Co zjadłaś?
albo:
- Takie spokojne dziecko. Dopiero da wam popalić.


- Znów taki dekolt ma. I skarpetki tylko? Za cienko go ubierasz.
chyba że akurat bardziej pasuje:
- Ciepło tu, rozbierz go do samego body.

- Nie układaj tak dziecka. On tak nie lubi.
ewentualnie:
- No patrz, uspokoił się, to ja go wezmę.

- Ja mu powiem, jak podrośnie, że mu smoczka nie chciałaś dać.
 albo:
- Też coś! Cycka byś mu dała, a nie smoczek.

- Znów kupę zrobił?
czasem zaś:
- Nie zrobił kupy? Ile razy dziś zrobił? Co jadłaś?
 
i nie do zastąpienia:
- Daj mi go. Ty go masz cały czas, teraz ja się nim muszę nacieszyć. Zostawisz go mi? Trochę mleka tylko zostaw.

niedziela, 31 marca 2013

Pierwsza kołysanka - tak to leciało..

Ona odśpiewała dziś Maluchowi pierwszą kołysankę. Jakoś tak samo wyszło.

Tak to leciało:
Żyli byli trzej krasnale nie górale
Nie bili się, nie kłócili oni wcale
Trzech ich było, trzech z fasonem
Dwóch wesołych, jeden smutny bo miał żonę

A ta żona była jędza no i basta
Miała wałek taki wielki jak do ciasta
I tym wałkiem, kiedy chciała
Swego męża krasnoludka wałkowała

Już krasnalek taki chudy jak niteczka
Taki cienki, taki chudy jak karteczka
Żona jednak uważała, że jest gruby
Więc go dalej wałkowała

Już krasnalek zwałkowany w trumnie leży
Że od wałka zginął biedak, nikt nie wierzy
Gdy rodzinka w głos płakała
Żona jędza jeszcze trumnę wałkowała


I choć syn szybko się uspokoił i zaciekawiony nasłuchiwał fałszu matki, ta po zakończeniu śpiewów zorientowała się, że mogła narobić tą kołysanką niezłego bigosu! Bo a nuż widelec już na tym etapie wpoiła synowi, że lepiej wieść życie bez żony! O niechęci do sztuki kulinarnej nie wspominając! Dziewczyn to On tak szybko sprowadzać nie musi, ba! nie powinien nawet, ale to dopiero dramat, gdyby kiedyś miał awersję do wałka!

sobota, 30 marca 2013

Co wolno wojewodzie..

- Ty byłaś przy rejestracji, a ja słyszałem, jak Maluch robi - relacjonuje wypełnianie przez Syna pieluchy tuż przed wizytą w gabinecie. - Aż się podłoga zatrzęsła, a On nic sobie z tego nie zrobił. Tylko ta starsza pani, która była za nami w kolejce spojrzała wymownie..
- Z zazdrością? Pewnie też robi pod siebie, ale jej tak nie wypada - Ona odpaliła. Bez serca.

piątek, 29 marca 2013

Szczepanek jest obrażony

Szykowali się jakby na spacer - Maluch w dobrym, porannym nastroju wyczuł, co się święci, gdy Ona smarowała Mu buzię ochronnym kremem. Znał już ten rytuał i wyglądał na całkiem zadowolonego. Opatulony w biały kombinezon, w foteliku, który obijał się o Ojcowskie łydki, zawędrował jednak tym razem nieco dalej niż do samochodu. W poczekalni rozglądał się na boki zaciekawiony, nie wiedząc jeszcze, co Go czeka.

10 minut później patrzył na Nią tymi wielkimi od niedawna już nie całkiem granatowymi oczętami, uśmiechał się delikatnie i oddawał ufnie cały w Jej ramiona. Ona ułożyła go najpierw na kozetce i odsłoniła jedno udko, usuwając się, by zrobić miejsce pielęgniarce. Wstrzykiwanie szczepionki trwało pół wieku. Tyle przynajmniej Ona czuła, choć nie osiwiała wcale mocniej, no pomarszczyła się może jedynie w kącikach ust. Dwa razy tyle trwał za to rozdzierający krzyk Malucha. Gdy tylko igła zniknęła z pola widzenia, Ona przytuliła mocno synka.
- Mój.. najdzielniejszy.. - wyszeptała mu do uszka, kiedy po dotknięciu policzkiem policzka ucichł.

Po chwili przyszedł czas na drugie ukłucie. W drugie udo. Maluch już wiedział, co się święci i nie leżał tak spokojnie. To szczepienie znów Jej się dłużyło w nieskończoność, choć nie trwało pewnie nawet pięciu sekund. Krzyk Malucha naprawdę rozdarł Jej serce. Uspokoił się po kolejnym, gdy Ona tylko przytuliła.
Lekarka aż wyszła z gabinetu.
- Jak on szybko się uspokaja! - skomentowała.
- Grzeczniuch taki - pomyślała Ona dumna, ale potem pomyślała o sobie: - A ze mnie matka wyrodna, ręki do takiej krzywdy dziecka przykłada!

Po ostatniej dawce szczepionki w ramię Maluch nie uspokoił się tak szybko.
- Nasz Szczepanek kochany - On próbował go uspokoić.
Maluch jednak kwilił jeszcze po powrocie do domu, dość niechętnie patrzył na pierś, jadł nieco obrażony. Patrzył na nią niechętnie. Zasłużyła.

czwartek, 28 marca 2013

Trzy razy! Nie kojarzę

Ona i On postanowili Maluch zaszczepić. Wystarczyło krótkie rozeznanie, by zdecydowali się na to, co tak dbające o rodzinę państwo daje. Ona umówiła się więc na wizytę.
- Weźmie pani szczepionkę skojarzoną - niejako stwierdziła pani w rejestracji.
- Nie, bierzemy co NFZ daje - Ona odparła.
- Ale wie pani, że dziecko będą TRZY RAZY kłuć? - pani aż wykrzyknęła do słuchawki. - TRZY RAZY.

Ona wiedziała.

środa, 20 marca 2013

Artysta!

Maluchowi po jedzeniu zdrowo się odbija. Ona uśmiecha się dumna z syna.
- Widzisz - On zwraca się do Malucha - jak ty bekniesz, mama się cieszy, a jak tacie się odbije, to mama jest zła. Artystom wolno więcej - kończy On, cytując klasyka, znawcę i przedstawiciela polskiej bohemy.

wtorek, 19 marca 2013

Gazowa empatia

- Kupiłem groszek - oznajmił On po powrocie ze sklepów. - Maluchowi nie będzie już głupio samemu robić prut prut..

poniedziałek, 18 marca 2013

Zapach niemowlaka

Ona i On uwielbiają zapach Malucha. Mogą zaciągać się tą mieszaniną ciepłej skóry, delikatnych zaspanych śpioszków i mleka bez końca. Ona zapada się w zapach tuląc polik do polika. On nosem gładzi po nastroszonych włoskach Malucha. Nagle wpada na genialny pomysł:
- A może by zrobić takie choinki zapachowe?

niedziela, 17 marca 2013

Z szacunku dla pracy. I ojca

Ona i On nie chodzą wokół Malucha na paluszkach. W pokoju słychać muzykę, dźwięki z komputerowych gier, filmy, zdecydowany szelest kartek nadrabianych lektur, wyklikiwane na klawiaturze teksty i rozmowy. Czasem z kuchni doleci garnek lub talerz, a raczej ich dźwięki - Ona jest w tym niezawodna. On jednak miał pewne wątpliwości, gdy sięgał po odkurzacz - czy aby ten dźwięk nie rozdrażni Malca.

Ten niewzruszony spał, kiedy On czyścił w uczuciem dywan.
- No zobacz, w ogóle mu nie przeszkadza, że ojciec pracuje. W ogóle! - Ona skomentowała.

sobota, 16 marca 2013

Jak mawia stare przysłowie..

Ona lubi Malucha trzymać w pionowej pozycji. Podtrzymuje Jego pupę i główkę. Ta druga czasem ciekawa świata kręci się na boki. Bywa, że uderzy w okolice Jej mostka tak, że Ona czasem aż skrzywi się z bólu.
- Oho, kolego, no głową matki nie przebijesz! - mówi Ona.

piątek, 15 marca 2013

Z widokiem na Malucha

Ona i Ono wybrali się w odwiedziny do Jej Cioci. Urodziny ważna rzecz. Ono szybko stało się gwoździem już nawet nie wczesnego wieczoru a popołudnia.
Jubilatka i Jej Mama siedzą z Maluchem na kanapie zachwycając się Jego a to paluszkami, to minką, to znów długimi włoskami.

- No siedzą tam teraz obie! - druga Ciocia wykrzykuje nieco zdenerwowana na widok tej sytuacji

Ona zerka na Ciocię i myśli: - Oho, zostawiły resztę gości i zamiast siedzieć przy stole, zajmują się Maluchem.
Na co Ciocia dodaje po chwili: - No siedzą tam teraz obie! I zasłaniają tak, że w ogóle Małego nie widzę! Odsłońcie mi go!

czwartek, 14 marca 2013

Cztery tygodnie z Maluchem

Najpierw tylko spał, z trudem po przebudzeniu podnosząc powieki i pokazując pięknie granatowe oczy. W nocy czasem zakwilił. Grzecznie dawał się głaskać po policzku, tulić i przewijać. Chętniej całował głośno Jej piersi, niż z nich jadł. W efekcie topił się w za dużych miniaturowych śpiochach.

Pierwszą jazdę samochodem przespał, a w nowym, już nie szpitalnym łóżeczku od jednego z wielu nowych Wujków rozglądał się z zaciekawieniem. Pierwszej nocy nie dał specjalnie pospać ani Jemu, ani Jej, ani też mieszkańcom bloku. Płakał wniebogłosy. Ona i On już drugiego dnia zrezygnowali sięgnęli po największy wynalazek ludzkości - smoczek. W czasie kolejnych nocnych szycht budził się albo był wybudzany brutalnymi całusami w czółko dwa razy (dwoma buziakami i dwukrotnie się rozbudzał). Potem usypiał - tak tak, bywało, że i w Jego i Jej łóżku.

Niewzruszony przyjmował kolejnych gości, nie przeszkadzał mu stuk kieliszków z toastem za pępek i dobry wychów. Z ochotą ruszył też na osiedlowy lans i z kolejnymi wizytkami do wytęsknionej rodziny.

Uwielbiał układać się na prawym boku, a Babcia - miłośniczka pięknych uszu - pilnowała, by nie przygniótł sobie pięknie wyprofilowanej (a jakże!) małżowiny. Uspokajał się momentalnie ułożony na miękkim przewijaku od Prababci. Płacz milknął także, gdy dostawał nową, suchą pieluchę, kiedy po pierwszych kroplach wody, grzał go ciepły strumień prysznica, gdy cichaczem zalewał świeżo przebrane śpioszki, kiedy zasysał cycka i wpadał w ramiona Dziadka albo lądował na brzuchu Taty. Zdezorientowany uciszał się również, kiedy dopadała Go czkawka - zerkał wtedy ciekawie, otwierając szeroko oczy. 

Jego odgłosy przypominały czasem beczenie małej owieczki, a czasem chrumkanie prosiaczka. Wkurzona minka towarzyszyła Mu, kiedy próbował rzucić się z apetytem na pierś, a ta zamiast samoistnie go nakarmić wymagała z Jego strony niewielkiego choć wysiłku. Sapanie w poszukiwaniu smoczka, przedmuchiwanie zatkanego noska albo cichutkie pochrapywanie - Ona i On nie wiedzą, które dźwięki bardziej Ich zachwycały. I tylko czasem boleśnie zawodził, łamiąc Jej serce.

Maluch nieraz kopnął Jego czy Ją podczas przewijania albo boleśnie przeorał swoją buźkę albo Ich ostrymi pazurkami. Dał się za to masować po kąpieli i podczas leżenia na plecach.

Uskuteczniał modeling, pozwalając się Jej przebierać kilka razy dziennie. Ona dementuje plotki - nie robiła tego dla zdjęć, choć no cóż.. trudno było im się oprzeć.. Po prostu regularne zmiany mokrych ciuszków były niezbędne.

Wpatrywał się w światło - zamykał oczy przed słońcem, ale ciekawie wpatrywał się w zapaloną lampkę albo ekran monitora. Wodził wzrokiem za rozbujanym nad głową ręcznikiem i łapał kontakt wzrokowy.

Na lekarzy reagował różnie - poddał się całkiem specjalistce od jedzenia z piersi (wiedział co dobre!), praktykę pediatry raczej przemilczał, za to ostro płaczem skrytykował doktor, która wymęczyła Go podczas usg bioderek.

Uśmiechał się. Uśmiechał! I nikt nie wierzył, że to gazy. No bo jak inaczej wyjaśnić reakcję na szyjkowe całusy Babci czy zadowolenie po jedzeniu?

Zaczął chodzić. Tak, chodzić! Na razie w pozycji na plecach albo na brzuszku, ale wyraźnie zaznaczając siłę i chęć do wspinaczki. Przekładał przy tym głowę z jednej strony na drugą.

Chwytał! Najpierw palce - czyjeś, potem swoje, wreszcie i smoczek wypluty poprawiał sobie, pakując go piąstką z powrotem do ust.

Przeciągał się długo po każdej pobudce, robiąc przy tym nieco zmanierowana minę w stylu "Czego Wy ode mnie chcecie? Kto śmie mnie budzić przed 12? Gdzie moja kawa?". A ziewał tak, jakby przynajmniej Jej pociążowe kilogramy chciał połknąć.

To Maluch wyczyniał w pierwszych czterech tygodniach życia. Właśnie minęły. Ono już nie jest malutkim noworodkiem. To duże niemowlę. Jeszcze na gwarancji?

środa, 13 marca 2013

Amerykański sen na jawie

On wysłany do sklepu po śpioszki i śpiworek kupił śpiochy, śpiworek i becik, w którym Ono zamienia się w mały, uroczy kokonik.

Następnego dnia Ona trafiła na ten filmik


Nie dowierzała, że dziecko można uspokoić otulając je, układając na brzuszku lub pleckach, delikatnie nim kołysząc czy szumiąc do uszka. A najlepiej wszystko za jednym zamachem. I po angielsku.

Postanowiła jednak metodę amerykańskiego pediatry o tradycyjnym wigilijnym nazwisku Karp (Harvey Karp) wypróbować przy okazji pierwszego długiego płaczu, gdy Maluch pieluchę ma suchą, jest nakarmiony i do tego wyspany. Zamieniła Go dzięki becikowi w kokonik, tuliła w rękach w ułożeniu na boku, delikatnie poruszała Jego główką i szumiała do ucha niczym rasowa (a właściwie wysokogatunkowa) wierzba.

Patrzyła z niedowierzaniem, jak po kilku pierwszych ruchach Maluch odpływał... Wyciszył się, zamilkł, uważnie patrzył przed siebie. Po kilku kolejnych chwilach zamknął oczy i całkowicie uspokoił się.

Ten cudowny sposób Ona wykorzystała później przy każdej okazji marudnego płaczu. Do czasu.
Po kolejnym zamotaniu, ułożeniu, wyszumieniu Ono nadal płakało. Ona otuliła Go mocniej, delikatniej kołysała i szumiała do ucha, zagłuszając płacz. Ale i to nie pomagało.

- No wreszcie! Mój mały patriota! Nie ulega łatwo namowom amerykańskich pediatrów! - odparła dumna Ona.

wtorek, 12 marca 2013

Obowiązki bez poślizgu

Ono dostaje kolejną parę miniaturowych skarpetek z podeszwą ABS.
- Cudowne! Przynajmniej się nie poślizgnie, wynosząc śmieci - mówi Ona.

poniedziałek, 11 marca 2013

Co może jeść kobieta karmiąca? Choćby konia z kopytami!

Ona i On (Ono też, ale jeszcze w nieco innym stadium) chodzili na zajęcia szkoły rodzenia. Co ciekawe, najwięcej czasu poświęcano tam nie samemu porodowi, ale czasowi po nim. Ona, nastawiając się na karmienie piersią, szczególnie nasłuchiwała dobrych rad związanych z tym czasem.

Wyniosła z zajęć następujące przykazania dotyczące diety kobiety karmiącej piersią:
- jeść częste, niewielkie lekkostrawne ale urozmaicone posiłki,
- pić 3 litry płynów (alkohol zakazany, kawa jedynie zbożowa bądź bezkofeinowa, zielona herbata wykreślona, mięty unikać, herbaty pić tylko słabe i owocowe, na laktację, soki wyciskane i rozcieńczane wodą, a najlepiej samą wodę i kompoty),
- zero nikotyny,
- no more fast food,
- szczególnie przez pierwszy miesiąc unikać alergenów - krowiego mleka i jego przetworów, orzechów, miodu i cytrusów,
- zapomnieć o: grochu, fasoli, brukselce,kapuście, szczypiorku, nowalijkach - serwują wzdęcia matce, a dziecku kolkę,
- mało przypraw.

On przeanalizował listę produktów, po które Ona może sięgać w czasie karmienia, jęknął i zapytał:
- To właściwie... co Ty będziesz jadła?

Ona w czasie pobytu w szpitalu obserwowała z uwagą propozycje w menu dla świeżo upieczonych matek. Był tam i ogórek kiszony, i kapusta zasmażana, i mielonka. Poczuła się trochę zagubiona.

W drodze do domu poszli też po rozum do głowy: no bo jaki tak naprawdę wpływ na dziecko ma to, co zjada matka? W domowych pieleszach On przygotował bajeczny obiad. Tuż po nim Ona miała wyrzuty sumienia - że duszona wołowina w ostrym sosie i z dodatkiem cebuli to jednak nie był zbyt dobry pomysł. Zamartwiała się potem pół nocy zaglądając w... pieluszkę i gładząc Malucha po brzuszku.
- Ach, co ja narobiłam?! - wygadywała sobie w nocy. Kolejnego dnia przeszła na bulion, gotowaną kurę i chrupkie pieczywo.

Tydzień później doradca laktacyjny (właściwie gdyby Ona chciała być w zgodzie z paniami dyrektorami i  polityczkami, nazwałaby swego doradcę w spódnicy doradczynią laktacyjną) zadała Jej na wejście jedno, jak się okazało, kluczowe pytanie:
- Wprowadziła pani jakieś zmiany w menu od czasu porodu?
- Nie - odpaliła Ona. Po chwili zastanowienia dodała jednak. - No.. nie piję kawy, unikam mleka i przetworów mlecznych, cytrusów, czekolady, wzdymających warzyw i owoców, ostrych przypraw.
- Z czekoladą się zgodzę, bo to tylko puste kalorie, ale po co ograniczać resztę?
- No bo alergie.. - Ona odpowiedziała oczywistą, przekazywaną przez położne i sieć wiedzę.
- Alergia na mleko choćby to tylko 6% przypadków. Oczywiście nie należy jej lekceważyć, ale jeśli ani pani ani mąż na nią nie cierpicie, nie ma potrzeby ograniczać nabiału. Pani potrzebuje witaminy C, a więc cytrusów - koniecznie! - kontynuowała specjalistka.
- A co z przyprawami? - Ona chciała się upewnić.
- Są niezbędne! Pani nie może jeść jałowych rzeczy. Przyprawy tylko odrobinę zmieniają smak mleka, a zresztą dziecko przyzwyczaiło się do nich już w ciąży. Poza tym później łatwiej będzie państwu wprowadzać stałe pokarmy, które już teraz maluch pozna w nieco innej formie.
- Ale pić więcej wody i kawy unikać?
- Nie ma specjalnych wskazań, by zwiększać spożycie płynów. Kawy nie trzeba sobie odmawiać. Trzy szklanki to już nieco dużo, więc tym bardziej jedną filiżanką ulubionej rozpuszczalnej z mlekiem może pani zacząć dzień. Oczywiście dziecko trzeba obserwować, ale przede wszystkim trzeba edukować społeczeństwo! Dlaczego potem kobietom wypadają włosy, pogarsza się cera, a dzieci mają pleśniawki? Bo kobiety zmieniają drastycznie dietę w czasie karmienia. A muszą jeść bogato i zdrowo.
- To czemu tam się trąbi o kolkach i potem każda z nas trzy razy zastanowi się, nim weźmie do ust wzdymające jabłko czy brukselkę?
- Z niewiedzy! Przychodzi do mnie kobieta, która w czasie karmienia je tylko ziemniaki i chleb, a pije wodę. Dlaczego? Bo jej nagadali, że wszystko, co ona zje, trafia z mlekiem do brzuszka dziecka. Ręce można załamać! Nie ma żadnych badań, które potwierdzałyby, że kolkę powoduje dieta mamy. Logicznie rzecz biorąc, dzieciom karmionym mlekiem modyfikowanym wcale by ona nie dokuczała, a tak naprawdę kolki u dzieci niekarmionych piersią zdarzają się częściej.

- Więc można wszystko? - Ona zapytała nie dowierzając.
- Proszę pomyśleć: co dzieje się z pani jedzeniem, gdy je pani przetrawi?
- Trafia tam, gdzie mleko, które przetrawi moje dziecko. No, może tylko nie prosto do pieluchy - Ona zaśmiała się.
- Tak! Żeby wzdymające składniki mogły spowodować wzdęcie u dziecka, najpierw musiałyby spowodować wzdęcie w pani żyłach - ten obrazowy opis Ją przekonał. - Proszę jeść zdrowo, a i pani, i dziecko będziecie się dobrze czuli - doradziła specjalistka.

Po tej wizycie na obiad Ona zjadła delikatnie podsmażone na maśle szpinakowe kopytka z ząbkiem czosnku, potem wypiła kawę i wciągnęła pomarańczę. Ona, On i... Ono mogli pogłaskać się z apetytem po brzuszkach.

piątek, 8 marca 2013

Zdrowy bek w ramach podziękowania za posiłek

Gdy Ono zje już swoją porcję mleka każdy asystuje Jego odbiciom:
- No! Dawaj kolego! - wspiera go wuj.
- Czekamy na Twoje beeee.. - sekunduje jego i Jej koleżanka.
- Odbijamy, odbijamy - dopinguje ciocia.
- No, beknij sobie, jak na mężczyznę przystało - mówi babcia.
- A teraz czas na główny punkt programu - dorzuca druga ciocia.

A gdy już odbije się Malcowi ładnie, słychać słowa uznania, brawa, widać dumne kiwanie głowami i uśmiechy.

- Ciekawe, czy jak za kilkanaście lat będziesz chciał sobie zdrowo beknąć po posiłku, to czy też będziesz miał takie wsparcie - zastanawia się Ona.

czwartek, 7 marca 2013

Pożegnanie z mlecznym stygmatem

Dużymi literami w książeczce zdrowia dziecka i w wypisie wykaligrafowane zostało: "Trudności z karmieniem". Dla Niej to był taki mleczny stygmat. Ona mimo problemów w szpitalu postanowiła się nie poddawać i karmić piersią. Próbowała w domu, sadowiąc się wygodnie w fotelu, obstawiona poduszką, wodą, kalendarzem do notowania karmień i osłonkami na bolące już po paru dniach karmienia brodawki. Ono przystawiało się grzecznie, ale przy sutku dostawało małpiego rozumu: rzucało się, zasysało, całowało, wypluwało, znów zasysało i ciamkało niczym nastolatek na pierwszej randce, a gdy już złapało dobrze, usypiało po krótkiej chwili. Na nic zdało się głaskanie po skroni, dotykanie bródki, masowanie stópek czy dłoni. Cycki Młodego zwyczajnie nudziły.

Ona za radą położnej środowiskowej odciągała pokarm przed karmieniem, przystawiała Malca do mniej przepełnionej piersi - na parę chwil, a potem - na dłużej - do drugiej i na siłę dokarmiała odciągniętym pokarmem. Szło opornie.
 
- A może to na silikon tak reaguje? - pomyślała Ona, zerkając na minę syna nurkującego na kapturki osłaniające piersi. - To byłby w sumie dobry objaw - Ona z dumą patrzyła na syna, który już za młodu preferuje pierś naturalną.
Położna środowiskowa widziała to nieco inaczej. Doradziła szpital: bo Maluch nie je, za mało przybiera (oświadczyła po zważeniu go przyniesioną z mrozu wagą), żółtaczka nie znika, więc wizja zakażenia, żółtaczki, choroby nerek albo Bóg wie czego całkiem realna. Ona zadrżała. Pediatra nie potwierdził obaw położnej, ale dla spokoju.. wypisał skierowanie do szpitala ("bo nigdy nie wiadomo").

On zachował spokój. Na kolejny dzień Ona i On umówili się do doradcy laktacyjnego. Ona zrobiła to dodatkowo nie chcąc narażać się na to, że Maluch zmieni gust i zapała sentymentem do silikonu.

U doradcy Ona usadowiła się w fotelu, Maluch zapoznany z nową ciocią grzecznie przystawiony do piersi.. zassał zawodowo!
- Ależ on pięknie pije! - powiedziała zachwycona specjalista od laktacji. No, takiego Ono Jemu i Jej psikusa zrobiło - tyle płaczu w domu, nerwów było, czarnych wizji, szpitala w planach i walki z przystawianiem, a On - niewdzięczny, od razu się przystawił, zachłeptał i pił aktywnie całe pół godziny, matkę i ojca zawstydzając.

Po powrocie do domu było podobnie. Od tego czasu Ono je regularnie. Przekroczyło wagę z porodu, dojada odciągane mleko. I nie ma ani żółtaczki, ani zakażenia, ani choroby nerek. Sentymentu do silikonu też nie. 

środa, 6 marca 2013

Gwiazdorska wymiana pieluchy

Noworodek głównie śpi, płacze i brudzi pieluchy - ta wizja sprzed ciąży idealnie się sprawdza w życiu Trio. Ona i On są dmuni: Ono rozwija się pod tym względem wzorcowo!
Snu co prawda w ostatnich dniach jest coraz mniej, kwilenia i ryku coraz więcej, a wymiana pieluch utrzymuje się na tak samo wysokim poziomie.
- Uwaga! Pan Kupstein vel Kupenbaum nadchodzi - ostrzega On, kierując się na przewijak. Po głębszym zanurkowaniu do pieluchy poprawia się szybko. - O nie, pomyłka, to sama zLana Del Rey!

wtorek, 5 marca 2013

Werandowanie

Ona wciska najpierw na Malucha ciepłe spodenki, potem rękawiczki, czapkę i kurtałkę. Tak opatulonego wkłada do fotelika i wystawia - matka wyrodna - na balkon.
Młody znaczy teren, chrzcząc nowe śpiochy i dają znać głosem o swojej obecności, zawstydzając Ją nieco (nie na tyle jednak, by balkon zamknąć, udając że gościa się nie zna;)).

Tak zaczyna się osiedlowy lans. 

poniedziałek, 4 marca 2013

Matka ma pierwsze wychodne

Minęły tylko nieco ponad dwa tygodnie od porodu. Jej kontaktu z ludźmi nie brakowało, bo domowe wizyty składały Im tabuny gości. Ona nie mogła też specjalnie narzekać: zaliczyła przecież parę szalonych kilkuminutowych wizyt na dworze:
- po wypisie ze szpitala do auta,
- z auta do domu,
- miguniem do przychodni z Maluchem,
- jeszcze szybciej z przychodni do domu,
- raz jeszcze do szpitala,
- po szpitalu do domu.
No szaleństwo.

Po tym czasie jednak Ona potrzebowała łyku świeżego powietrza.
- Może śmieci wyniesiesz? - On zapytał. Ona poczuła, że smyczka sięga już prawie do rogu ulicy. - Do Biedry skoczysz? - Ona już wyobraziła sobie te dzikie 10 minut spaceru i powrotu z siatami pełnymi zakupów.

Kiedy więc nastał wolny dla Niej i dla Niego dzień, Ona od rana zaczęła planować wyjście. O 9.30 oko było już pomalowane, wyjściowy ciuch założony, płaszcz już czekał na narzucenie, słońce kusiło, a mleko odciągnięte - tak w razie czego - czekało na apetyt Malca.

Ona wyszła równe trzy godziny później - po czterech karmieniach, dwóch zmianach pieluch i tuleniu Malca. Tak, śmieci wyrzuciła, Biedrę odwiedziła, a potem - jak się rozpędziła - to jeszcze i sklepy (dużo sklepów!) w ekspresowym tempie odwiedziła, dokonując wiosenno-poporodowej rewolucji w szafie. Wróciła po dwóch godzinach. Z nową kiecką i tęsknotą za resztą Trio.

niedziela, 3 marca 2013

Cesarzowa sobie winna

Ona cesarskiego cięcia nie planowała. Nie planował go też Gin. Ona niczego więcej nie chciała ponad poród siłami natury (choć nie wykluczała wspomagania, gdyby natura zaczęła Ją przerastać). Ona nie oceniała jednak nigdy tych, którym rzekomo (bo nigdy nie wiedziała, ile w takim gadaniu prawdy) cesarki miały na życzenie (nie włączając w to stanów wymagających zabiegowego podejścia). Wiedziała, że stan po może być dużo trudniejszy niż po porodzie fizjologicznym. Obawiała się tego.

Stało się inaczej, niż zaplanowała. Niedużo potrzebowała, by też pod wpływem szalejących hormonów poczuła, że to Jej osobista porażka. Że nie dała rady, że tak chciała zgrać się z naturą, a momentami nawet ją przechytrzyć, że ostatecznie padła pokonana na stole operacyjnym.

Ale i rozsądek, i położna, i On, Gin także podpowiadali, że wszystko poszło dobrze i że wyjście to było najbezpieczniejsze zarówno dla Malucha jak i dla Niej. Myśl o porażce pozostała jednak na dłuższą chwilę, choć sądziła, że z każdym dniem pobytu w szpitalu będzie mijać.

- Kobiety teraz robią cesarki na życzenie i potem mają - powiedziała położna, która "pomagała" Jej uporać się z kłopotami z karmieniem.
- Na jakie życzenie?! - Ona jeszcze miała siły się oburzyć.

- No dziecko nie je. Dziwi się pani? Po cesarce są ospałe. Potem tylko czekać: śpi, jeść nie chce, kupy nie robi, to żółtaczkę ma. A jak ma żółtaczkę, to jest ospały, jeść nie chce, kupy nie robi i tak w kółko - wyjaśniały, najlepiej wybierając winnego - leniwą macicę matki.

- Nie potrafi pani przystawić? No tak, pani po cesarce? To co, mąż kangurował? No to dziecko pani skóry nie poczuło, jak ma poznać? -kolejna położna nie podnosiła Jej na duchu.

- O której go wyjęli? - zapytała inna, pytając o godzinę.. urodzenia się Malca. "Wyjmowanie" tak bardzo kontrastowało z "urodzeniem", "porodem" czy "przyjściem na świat". Ją też bardziej w uszy kuły wymieniane nad Jej łóżkiem rozmowy o "NORMALNYCH fizjologicznych porodach"

- Wstawać! Wstawać! Pod prysznic jak najszybciej! - Ona usłyszała 12 godzin po porodzie. - Po cesarce to tylko by leżeć chciały. Ruszać się trzeba normalnie.
Więc Ona wstała, ale rozprostować się już nie bardzo mogła.

- No widzę, przecież pokarmu pani nie ma. Jakby pani rodziła normalnie, to by był i mogłaby pani dziecko karmić, a tak głodne będzie.

Teraz rana się goi - ta na brzuchu i w sercu, a Maluch rośnie. I je z piersi! A przecież po "wyjęciu" dziecka pokarmu nie ma i dziecko opieka społeczna za niedożywienie zabrać może takie choćby najdumniejszej matce Cesarza.

sobota, 2 marca 2013

Elo, Melo

On już po tym, jak Jej brzuch zamienił się w całkiem realnego syna, odnalazł kultową postać z Pana Kleksa, którą rzekomo Ona mu w ostatnich miesiącach przypominała - tak na wysokości talii szczególnie. I w pełnym gracji chodzie jeszcze.

Od trzynastej sekundy.


Ona uważa, że to dobry powód do unieważnienia małżeństwa. Sąd się przychyli.

piątek, 1 marca 2013

Syn lubi piersi. Jak tato!

On gra w "Dead space'a", a Młody popłakuje. On przerywa grę, kładzie się z Nim na kanapie i Maluch zaraz się uspokaja.
- Tata zaraz skończy grę, weźmie komiks i tak sobie tu poleżymy i poczytamy, dobrze? - mówi do Niego. - Tylko poczeka chwilę na save'a, żeby wyłączyć grę.
Syn słucha uważnie.
- Albo nie, włączymy sobie "Wiedźmina" i razem zagramy, co? - proponuje potomkowi. - Ale mama nam chyba nie pozwoli oglądać, jak się biją - mówi ze smutkiem. - A jak będą cycuszki na ekranie, to będziemy zasłaniać Ci oczy. Chociaż nie trzeba.. Ty już jesteś znawcą damskich piersi - śmieje się.

czwartek, 28 lutego 2013

Dieta 1200 kalorii

Ona weszła na wagę - pierwszy raz po porodzie. Dałaby przysiąc, że Jej dusza ważyła dużo więcej niż 21 gramów - nie takiego wyniku się spodziewała. W czasie dziewięciu miesięcy przytyła 9 kilogramów. Poród odchudził Ją raptem (?) o 5 kilogramów. Pozostały 4 kilogramy nadwyżki - nie licząc kilogramów szczęścia śpiących słodko w łóżeczku.

- Czas na dietę 1200 kalorii* - odparła, schodząc z wagi. - Ale bez obaw, ograniczać jedzenia nie będę - uspokoiła samą siebie. - Tyle spalam, karmiąc. Ach, nigdy dieta nie była przyjemniejsza! To co, po rogaliku? - zapytała swoje odbicie w lustrze i skierowała się żwawym krokiem do kuchni.

*tak normalne jedzenie i karmienie nazwała położna ze szkoły rodzenia - Czego by matka nie zjadła, dziecko wyciągnie - komentowała ze śmiechem. - Drogie panie, szybko skorzystajcie z tej naturalnej metody odchudzającej!

środa, 27 lutego 2013

Kontrolna wizyta u Gina

W czasie ciąży kobieta ma dobrze. Nawet NFZ ją rozpieszcza i pozwala dopisywać się do i tak długich kolejek do lekarzy. Tak Ona korzystała z regularnych wizyt u endokrynolog i Gina - dwóch kluczowych specjalistów dla Jej ciąży.
Gdy przychodzi czas na kontrolę po połogu jest już problem.

- Dzień dobry, chciałabym umówić się na wizytę do Gina - w miarę możliwości 6 tygodni po porodzie, czyli za jakiś miesiąc - Ona dzwoni zapobiegawczo już teraz, w samym środku połogu.
- Ale nie ma terminów. W ogóle nie mam terminów - mówi pani w rejestracji i zapisuje Ją na termin.. 18 tygodni po porodzie.

Takie trzy po trzy..

wtorek, 26 lutego 2013

O rany - po cesarce - Julek!

Brzuch po porodzie opadł. Nie całkowicie rzecz jasna. Jeszcze parę dni po był obolały i spuchnięty. Ona trochę bała się spojrzeć na ranę po cięciu skrywającą się pod miluchną fałdką. Sprawę gojenia prócz położnych i tabunów przewijających się podczas porannego obchodu kontrolował On.
- Uśmiechasz się teraz podwójnie - powiedział.
- Mocno widać? - dopytywała Ona, bojąc się spojrzeć w lustro.
- Teraz tak, ale blizna będzie w takim miejscu, że nawet w bikini będzie słabo widoczna - uspokoił Ją, choć Ona w dwuczęściowy strój nie miała zamiaru się wciskać (dla spokoju ewentualnych przyszłych kompanów plażowej doli i niedoli). - A jakby pozostała, to.. zapuścisz grzywkę!

poniedziałek, 25 lutego 2013

Syn - pępek świata!

Nie minęła dziesiąta doba, a Maluchowi odpadł pępek, który On codziennie uważnie po kąpieli pielęgnował. Jej - zaginiony jakiś czas temu też już wrócił na miejsce.

Ona zerknęła na słodką (a jakże!) dziurkę na brzuchu Malucha. Potem na swoją - noo.. nie przesadzajmy, już nieco mniej słodką.

I naszła Ją myśl. Naszła Ją myśl, że choć od maminsynków nie znosi tylko bardziej ich władczych i niedojrzałych często matek, to że wkrótce (za jakieś kilkanaście bądź kilkadziesiąt lat) Jej samej trudno będzie tę symboliczną pępowinę odciąć. Do tego będzie potrzebna nie tylko dojrzałość Już-Nie-Malucha, ale i Jej samej.

niedziela, 24 lutego 2013

Piękne szycie

Gin odwiedził Ją na drugi dzień po porodzie. Wzruszył tym gestem niesamowicie - nie dość, że Ona trafiła szczęśliwie na niego podczas porodu, że to on pokazał Jej Malca w pierwszych sekundach życia, to jeszcze poza swoimi obowiązkami na dyżurze znalazł chwilę, by Ją na parę chwil odwiedzić, omówić na spokojnie przebieg porodu, pocieszyć i zapytać o samopoczucie. Tego się Ona w najśmielszych snach nie spodziewała. No niby nic, a jednak..

Przyjęła go jednak z dystansem - na długość łóżka niczym prawdziwa matka cesarza - rozwalona leniwie w łożu boleści. Gdyby tylko dała radę wstać, w pół by się zgięła - jednakowo: z bólu i wdzięczności.

- Pokaże mi pani ranę - powiedział na odchodne Gin. Ona odsłoniła brzuch. On ponaciskał, popatrzył uważnie na szycie, które wyszło spod jego igły, spojrzał z politowaniem, pokiwał głową i odparł:
- Oj, oj.. Kto panią tak zszył? phi! - i uśmiechnął się.

sobota, 23 lutego 2013

Czy krowa myśli, jak się ją doi? - czyli rzecz o karmieniu piersią

Ona wiedziała, że karmić piersią będzie. Po prostu. Nikt nie musiał Jej przekonywać, że to zdrowe, istotne dla dziecka, ważne dla bliskości i takie tam. Wiedziała, że może nie być łatwo, ale chyba nie sądziła, że może być aż tak trudno.

Już w pierwszej chwili, gdy Maluch znalazł się na Jej piersi przyssał się delikatnie, właściwie pierś wycałował. Parę godzin później położna pomogła Jej przystawić go do karmienia.
- Ooo, strachy na lachy! To wcale nie boli! Ba, to jest całkiem przyjemne - pomyślała Ona, nie wiedząc, jakiego uczucia się spodziewać i sądząc, że Maluch dobrze się chwycił - wszak jeszcze i położna pokiwała głową na znak, że jest dobrze.

Ono w drugiej dobie słodko spało. Kolejną godzinę. Świat mu zwyczajnie nie przeszkadzał.
- Aniołek - pomyślała Ona. - Tak to można żyć! Mały prawie wcale nie płacze, do piersi daje się przystawić, nic nie wzbudza podejrzeń. Jest cudownie.

Ją jednak coś tknęło. Sama przystawić Malucha do piersi nie potrafiła. Sutki w swoje ręce brały położne, miażdżyły i wpychały Maluchowi do ust. Potem odchodziły zadowolone. Ona wiedziała, że musi nauczyć się tego sama. Był późny wieczór, druga doba od porodu. Ona zatrzymała przechodzącą korytarzem położną.
- Przepraszam, czy mogłabym prosić o pomoc? Chodzi o karmienie. Potrzebowałabym paru wskazówek. Mogłybyśmy porozmawiać? - zagaiła.
- Ja jestem w pracy! Nie mam czasu na plotki! - odburknęła kobieta. Ona oniemiała. Nie wiedziała, co powiedzieć. Co  prawda rozmowa o piersiach może zahaczyć o ploteczki, ale to jeśli na celownik bierzemy biust Natalii Siwiec czy Pameli Anderson, nie Jej raczej (Ona aspirować do miana cyc bomby mogła dopiero po paru dobach). Ona poczuła, że łzy napływają Jej do oczu. Sądziła (naiwnie?), że otrzyma pomoc. Wycofała się do pokoju i została sama.

Parę godzin później spróbowała znowu. Inna położna siłą włożyła Maluchowi sutek do buzi, a Ją zbeształa.
- Trzeba przystawiać! Przystawiać jak najczęściej! To co, że śpi? Musi jeść! Budzić trzeba - tu kobieta - Ona słowo daje - wytarmosiła Malucha z uszy, co skutecznie wyrwało Go z drzemki.
- Nie będzie jadł, to będzie żółty! Potem się ludzie dziwią, że żółty jest i śpi, jak nie je! Błędne koło - dorzuciła kolejna, która wparowała do Jej pokoju.

Następna położna oceniła sytuację nad ranem.
- No oszukało nas dziecko! Przecież ono wcale nie chwyta! Jak ono ma jeść, jak nie chwyci dobrze? Nie czuje pani, że źle chwyta?
- Gdybym wiedziała, jakiego uczucia się spodziewać, pewnie wiedziałabym, że to nie to, a tak..
- Te młode matki to wcale sobie poradzić nie potrafią! - skomentowała.

- Za bardzo pani chce karmić, dlatego nie wychodzi - dodała położna od ploteczek i.. nakarmiła Malucha strzykawką modyfikowanego mleka. - Ja wcale nie myślałam, czy chcę karmić i karmiłam. Czy krowa myśli, jak się ją doi? 

- No tak, jest pani po cięciu. Ojciec kangurował? Niby dobrze, ale dziecko teraz pani skóry nie poznaje! Dziwi się pani, że do piersi nie chce? - Jej uszu doleciała kolejna uwaga.

Ona wiedziała, że najważniejsze to, by dziecko było zdrowe. A z tym związana była waga. Ono straciło w trzeciej dobie pół kilo - więcej niż średnie 15% spadku od dnia porodu.
Ona zaprzyjaźniła się więc z laktatorem, który boleśnie odciągał mleko z Jej piersi. Ona karmiła maszynę, podczas gdy położna karmiła sztucznym mlekiem Jej Malca. Dla niej to był dramat.
- Może poczekamy, aż odciągnę i damy Mu trochę mojego? - zaproponowała nieśmiało widząc, jak drogocenna siara powoli skapuje do butelki.
- Nie ma co czekać, chce pani, by dziecko jeszcze bardziej schudło? Nie ma pani pokarmu - kolejna ją dyscyplinowała.
- Ale to dopiero trzecia doba, a jestem po cięciu. Po cięciu laktacja trochę później.. - ona próbowała tłumaczyć położnej coś, czym powinna być uspokajana.
- Może i później, ale pani z sali obok też jest po cięciu i już karmi. Nawet matka wcześniaka, który u nas leży ma pokarm, tylko pani dziecko jest głodne.
- No ale przecież leci..
- Za mało, tym się nie naje - Jej przez myśl przemknęły informacje o tym, że żołądek noworodka jest wielkości paznokcia, ale już nie miała sił nic mówić.
- Może pani próbować, ale dziecko musi jeść. Stymulować! Stymulować! - położna nakazała, wskazując na laktator.

- Boli panią głowa? - zapytała Ją nad ranem położna. Ta sama, która pierwszego dnia myła Jej synka (- Moje powołanie to blok porodowy - powiedziała wtedy. - Dyżuruję tu, bo miesiąc krótki - śmiała się.)
- Nie, nie, dobrze wszystko - Ona wycedziła, wycierając łzy.
- Co się dzieje? - tamta dopytała.
- Nie karmię sama - odparła. - Nie potrafię, a tak chcę.
Położna spokojnie usiadła na skraju Jej łóżka.
- Jak długo to trwa? Widziała się pani z doradcą laktacyjnym? Pewnie dokarmiają mlekiem modyfikowanym? Zaraz spróbujemy na spokojnie.
Położna chwyciła Malca i Jej pierś w swoje dłonie. Poszło spokojnie. Wreszcie na dobre Ona poczuła, jak Ono zasysa Jej sutek wraz z otoczką i.. pije. Spokojnie. Brodawka bolała po ostatnich próbach, położna doradziła więc osłonki. Z nimi Ona już po paru kolejnych przystawieniach czuła się pewniej. Dodatkowo odciągała pokarm, którym dokarmiała Malca. Położna przychodziła do Niej jak w zegarku - co dwie godziny sprawdzić, jak idzie. Była opanowana, troskliwa i zainteresowana Jej problemem.

- Zobacz, kończę dyżur, a ta dzielna drużyna już je - powiedziała przyprowadzonej do Jej pokoju położnej od ploteczek.
- Nie wierzę! Nasz leniuszek wreszcie je? - zapytała. W tym momencie podeszła do Jej łóżka i nim Ona czy druga położna zdążyły zareagować, potarmosiła Go po brzuszku.
- Nie rób tak! - zawołała druga z kobiet. - Przecież On tego nie lubi. Nie można mu przeszkadzać.
Ale przystawione wcześniej uważnie do piersi dziecko już przestało ssać.   

W czwartej dobie Ona co dwie godziny budziła Malca i siebie. Sesję zaczynała od spotkania z laktatorem. Potem karmiła - piersią, a następnie strzykawką z odciągniętym pokarmem. Malec zaczął przybierać.
- Będzie dobrze, tylko proszę sobie nie dać wmówić, że nie ma pani pokarmu,że to wina cesarki i nie pozwolić tym małpom dokarmiać sztucznym mlekiem.

Ona nie pozwoliła. W dziewiątej dobie Ona karmi co dwie godziny, bez bólu i z zadowoleniem dziecka. Maluch przybiera na wadze. Ona stara się odgonić złe wspomnienia. A tej jednej położnej  nigdy się nie odwdzięczy. Być może jej powołaniem jest blok porodowy, a może po prostu pomoc drugiemu?

środa, 20 lutego 2013

Walentynki życia - tak przyszło na świat Ono

Tydzień temu Ona i On przemierzali zakorkowane miasto w kierunku szpitala - On ledwie rozbudzony po poobiedniej drzemce, Ona bez obiadu i zapasu snu, za to z kanapką w dłoni i bólem brzucha. Jeszcze nie wiedzieli, że już niedługo zmieni się Ich świat, a tę samą drogę będą przemierzać w odwrotnym kierunku po 5 dobach już jako nie tylko wirtualne trio.

Ale od początku.

Na początku było słowo. CZOP.  Śluzowy czop. A właściwie nocny ból żołądka (?). Dopadł Ją z wtorku na środę i nie pozwolił spokojnie przespać nocy. Rano podczas porannej kawy, gdy On zbierał się do pracy, a Ona rozpoczynała swój dzień, poczuła prócz skrętu kiszek coś mokrego. A przecież roztopów nie zapowiadali, wręcz przeciwnie: zima miała wrócić w wielkim stylu. Mokry pot oblewał Ją zazwyczaj gdzieś w okolicach czoła. Teraz objął południowe rejony.

Ona wiedziała, że czop odejść może równie dobrze na parę dni jak i godzin przed decydującym starciem. Była już po terminie, więc potwierdzenia i uspokojenia potrzebowała u Położnej Y. Zadzwoniła, sprawę omówiła. Ciepłe słowa wsparcia otrzymała gratis.

Ale ból żołądka nie przechodził, doszło do niego za to silne parcie - nie na modny ekran, ciążowy pęcherz, a na stolec. No przesrane, Panowie i Panie.

Ona nie przypuszczała, że to TO. Upiekła więc czekoladową babkę i chleb, który jakby przeczuwał, że Ona wcale go nie spróbuje - zamiast wyrosnąć i wypiec się, zmienił się w kamień.
Apetyt straciła. Gin chyba też. Zadzwoniła do niego po paru godzinach w stanie nieważkości i wilgotności.
- Nie przeszkadzam w obiedzie? - zagaiła, wiedząc, że sprawę ma raczej mało apetyczną.
- Nie, jestem już po brokułowej. Chyba zwrócę - odparł. Po czym doradził przyjazd na badanie dla - niczym serialowe ziółka - spokojności. 

Ona dopakowała więc torbę do szpitala i o 18 Ona i On stawili się w izbie przyjęć. Po drodze Ona zaczynała lekko zwijać się z bólu. Co sześć minut, co pięć i pół, co pięć..
- Jedziemy po naszego synka! - On był już pewny.

- Dobry wieczór. Czy mogłabym poprosić o powiadomienie Gina? Miałam zgłosić się na badanie.
- Rodzi Pani? - zapytała kobieta w kitlu.
- No yyy.. nie wiem.. Czuję ból, takie jakby parcie na - Ona dodała konspiracyjnym tonem - stolec. Ale czy to TO? Nie wiem. Gdyby była taka możliwość, poprosiłabym o kontakt z Ginem.
- No ale czy rodzi? To izba przyjęć. Szpital! Tu się rodzi! - wyjaśniła Jej pani.
- Jak będę dłużej czekać, to pewnie coś urodzę - odpaliła.

Gin przebadał.
- 3,5 centymetra rozwarcia. Zaczynamy! - oznajmił.
- Ale że.. już? - Ona nie kryła zaskoczenia (8 dni po terminie;)). - Tak TO się zaczyna? Gdybyśmy nie umówili się na badanie, pewnie jeszcze bujałabym się w domu. Nie wiedziałam, że to pobolewanie to już TO.
- A wody najpewniej odchodzą od rana. To się nazywa, że ciężarna znaczy.
- Wiele?
- Zależy od ciężarnej. Do północy pani urodzi - powiedział Gin. Ona spojrzała na zegar wiszący w gabinecie. Była 18.30. 13 lutego.
- A możemy przeciągnąć to do minuty po północy? On tak bardzo chciał, by Maluch urodził się w Walentynki - przypomniała sobie.
- Dobra, idę w to, ale tylko minuta. Po co męczyć się dłużej? - odpowiedział Gin. 
No to byli umówieni. Maluch miał przyjść na świat na św.Walentego. To się nazywa patron.

W oczekiwaniu na przyjęcie na porodówkę Ona postanowiła pouprawiać wodolejstwo. Potem nadszedł czas na wypełnienie papierzysk przez niezwykle rozgarnięte Panie, które najpewniej też doświadczały dekoncentrujących skurczów i dlatego swoje pytania zadawały parokrotnie, ciągle zapominając zanotować odpowiedzi.
- O której odeszły wody? - chciała wiedzieć jedna z nich.
- Właściwie sączą się od rana. Czop odszedł..
- Czop mnie nie interesuje - rzuciła kobieta. - O której odeszły wody?
- Sączą się od rana, od godziny 7.
- Ale ODESZŁY o której?
- Ale że chlust? No to przed chwilą był - odparła Ona.
- Zapisz, że o 18.30 - kobieta powiedziała do koleżanki.
- Ale przecież od rana i pan doktor też powiedział, że..
- Już zapisane. Spokój.

Powieźli Ją na wózku na blok porodowy. Widok Położnej Y szalenie Ją ucieszył.- Nie mogła się pani trochę szybciej rozkręcić? - zapytała Ją z uśmiechem. - Zaraz kończę dyżur.
- A my zaczynamy nockę naszego życia - pomyślała Ona.
I tak choć dobra dusza kończyła dyżur, nie omieszkała jeszcze przyjąć Jej i ogarnąć papierzysk, podczas gdy Ona podłączana była do ktg.
- Bez obaw, trafi pani w dobre ręce - zapewnił Ją Położna.

Tak się też stało. Położna Z, która zaopiekowała się i Nią, i Nim, i Maluchem przede wszystkim była zdecydowana, spokojna i niezwykle wspierająca. Bez ciamkania, bez użalania się - w taki ludzki i profesjonalny sposób.
- A teraz sprawdzimy Pani wymiary - zapowiedziała położna, chwytając w ręce tajemniczy metalowy instrument.
- 90-60-90 - wiadoma sprawa - zapewniła Ona. - No dobra, motylem byłam..

Ona szybko z łóżka trafiła na piłkę. Żaden tam pilates, żaden stretching! Ona zawsze przeczuwała, że zajęcia z fit ball to Jej przeznaczenie.
Później przyszedł czas na prysznic. Ból powoli zaczął promieniować ku plecom, nasilając się przy tym. Zastrzyk w pupę nie pomógł, gaz rozweselający ani na chwilę nie poprawił Jej nastroju bardziej niż On.

On robił, co mógł. Tylko Ona na niewiele mu pozwalała. Prosiła o podanie wody, masowanie pleców (ale nie podczas skurczu!), wodny masaż i przytulenie. Tylko i aż.

Wszystko szło dobrze. Do czasu. Kryzys siódmego centymetra dopadł i Ją. Nie dlatego, że ból się nasilał i nagle postanowiła nie urodzić. Po prostu za nic bramy niebios rozewrzeć się szerzej nie mogły. No za cholerę. Choć skurcze postępowały.

I wtedy zjawił się Gin w swym białym fartuchu dobry niczym Bóg Ojciec. Przebadał tak, że Ona gotowa była opowiedzieć wszystkim jego pacjentkom tłoczącym się wiernie pod gabinetem, że to szatan wcielony, że on #$%^ mać! wcale nie jest delikatny! Ale czy można to zrobić inaczej podczas bolesnego skurczu?
- Brak postępu porodu. Proponuję cesarskie cięcie - zakomunikował.

Ona zamiast się ucieszyć, z lekka załamała. Nie tak chciała, nie tak planowała. Jak beznadziejnie by to nie zabrzmiało, poczuła się tak mała w obliczu natury, która postanowiła zrobić swoje i Malucha zbyt dużego na Jej wymiary tak łatwo nie wypuścić. 

I tak minął miliard minut. Ostatnie trzy kwadranse oczekiwania na potwierdzenie decyzji o operacji były też walką o zmianę i postęp porodu. Gdyby do niej doszło, byłaby jeszcze szansa. O godz. 3 Ona zmieniła koszulkę do porodu na zieloną szpitalną flizelinę. Odebrała od Niego całusa i pojechała na salę. Tam czekała tylko, kiedy minie ból. Wygięcie się w pałąk do znieczulenia w kręgosłup wydawało Jej się niemożliwe.. Ale udało się. Straciła czucie w nogach. Potem tylko zobaczyła zamaskowanego Gina i tabun innych zielonych ludków. A w radiu leciała "Skóra" AYA RL.



I choć Ona z przerażeniem odkryła, że mimo braku bólu czuje, że ktoś grzebie w Jej wnętrznościach, czekała tylko na Malucha. Pokazał go Jej Gin.
- Jest syn - powiedział, pokazując Jej czerwonego glutka. - Jak ma na imię?
- Feliks, moje szczęście - odpowiedziała i.. popłakała się jak mała bezbronna dziewczynka.
Był 14 lutego, godzina 3.31.

Potem leżała, i patrzyła kątem oka, jak dwie tajemnicze osoby pochylają się nad Jej Maleństwem. A Ono fika nóżkami i płacze. Wiedziała, że Maluch trafi zaraz na męskie spotkanie klata-klata do Niego. A tymczasem jeszcze pojawił się przed Jej oczami.
- Do wycałowania dla mamy - powiedział ktoś.
Ona złożyła na ciepłych ustach Malucha kilka całusów. Płakała i nie mogła się oderwać, by wycałować jeszcze. Leżała nieruchoma, najszczęśliwsza.

Gdy wywozili Ją do sali wybudzeń, minęła pokój, w której mignęli Jej Mężczyźni Jej życia. On z Maluchem na piersi. To musiały przypieczętować kolejne łzy.

Ona czekała w sali, przyjmując kroplówki. Gdy On przyjechał z Malcem, nie chciała niczego więcej niż przytulić ich obu. Swoje ciało czuła jak jedną wielką gąbkę, nie mogła się poruszyć. Oni zrobili to za Nią. On położył Jej na piersi Malucha i sam Ją ucałował i przytulił.
- Jesteśmy - powiedział.

Trio nie było już wirtualne. Zmienił się cały świat.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Czas na nowe

Ona, On i wyczekane Ono, które zrobiło Jemu i Jej walentynkowy prezent, zaczynają właśnie nowe wspólne życie w domowym zaciszu.


Stay tuned..

wtorek, 12 lutego 2013

Ostatnie chwile we dwoje

Ostatnie dni Ona i On spędzają na delektowaniu się czasem we dwoje. Każda minuta jest jakby bardziej ich, kolejny już weekend był tym ostatnim, z którego trzeba wydusić, co się da. Choć tak naprawdę w niczym nie różnią się te dni od tych chwil, które razem już nieraz doceniali.

Poranne wiercenie się pod kołdrą, spokojna kawa i prasówka, leniuchowanie w piżamach do południa, ogarnianie mieszkania i wspólne pichcenie, delektowanie się wspólnymi posiłkami, dogadzanie sobie deserami i pysznymi przekąskami podczas wieczornych nasiadówek pełnych pogaduch oraz filmowych nowości, długie kąpiele, spokojne spacery i popołudniowe lektury przerywane drzemkami. Wszystko to jeszcze we dwoje.

I choć cały Jego i Jej świat już niedługo się zmieni, w Ich dniach zmieni się niewiele. Za bardzo kochają siebie w tych zwyczajnych momentach, by mogli nie znaleźć na nie czasu i chęci, by nie mogli ich docenić i cieszyć się nimi. Nie w takim natężeniu może, ale zawsze.

poniedziałek, 11 lutego 2013

W ciąży bez tabletek

Jej w okresie p.n.c. (przed naszą ciążą) często zdarzało się wygodnie sięgnąć po tabletkę, gdy tylko zabolała Ją głowa czy kiedy zaniemogła z powodu brzucha. Czasem tylko ratowała Ją odpowiednio kawa lub ziółka, niekiedy okład albo też termofor, rzadko drzemka.

Okazało się, że w ciąży, w której przeżyła i ból brzucha, żołądkowe pobolewanie, zęba ból i zdaje się pierwszą uciążliwą migrenę, można (ba! trzeba!) dać radę bez tych wszystkich pigułek. Także gdy przeziębienie łapało, Ona nie sięgała po dostępne łatwo rozgrzewające specyfiki do rozpuszczenia w wodzie czy tabletki: na katar, gardło i gorączkę.
Na pewno ta lekcja ujarzmiania własnego organizmu pozostanie z Nią jeszcze na czas karmienia piersią. A może i dłużej? Chwytanie się domowych sposobów i nauka cierpliwości oraz własnego ciała to naprawdę dobra rzecz.

niedziela, 10 lutego 2013

Wyprawka z lumpa?

Ona i On mają stałą trasę pomiędzy okolicznymi lumpami (czyt. sklepami z odzieżą używaną). Wiedzą, które pominąć, jeśli akurat szukają płaszczyka, a gdzie zajrzeć, kiedy szukają koszuli czy bluzy. Ciuchów dla Malucha także szukali, przegrzebując wielkie skrzynie i długie wieszaki w sklepach z odzieżą używaną. Choć wcześniej nie mieli do tego cierpliwości, teraz przerzucali kilogramy szmat w poszukiwaniu prawdziwych skarbów. Tam też nawiązali znajomości i nieraz załapali się na podrzucone przez innych szperaczy ciekawostki.

A trafiali dokładnie jak dla siebie - na świetnej jakości, markowe ciuchy w doskonałym stanie. To z ciucholandów wynieśli obłędne śpiochy w wiewiórki, pasiasty kombinezon i przeuroczą jasną kurtkę z wzorzystą podszewką za całe 11 i pół złotego. Tam też nabyli miluchną czapeczkę, fenomenalne półśpiochy ze sporym miejscem na pieluchę i jej zawartość oraz niepowtarzalne szydełkowe body za niecałe 15 zł.

Skąpstwo?
- O tak, na pewno lepiej wydać majątek na ubranka, z których maluch wyrośnie migiem lub których nawet nie zdąży założyć - pomyśleli Ona i On.

Obrzydlistwo?
- O tak, zamiast przeprać i przeprasować te ciuchy podobnie jak całą resztę użyczonych lub nowych, wytrzemy nimi jeszcze podłogę i potworzymy historie, jakiż to dziwak mógł je założyć - tłumaczą sobie.

Pierwszy wychowawczy błąd?
- Raczej szkoła stylu - zaznacza Ona. - I gospodarności - dodaje On.

I tylko opanować się nie można, by jeszcze i po terminie nie pobiec nad ranem podziwiać nową dostawę. Bo kusi, oj kusi! 

sobota, 9 lutego 2013

Puk, puk, Malutki!

Pierwotnie termin był na wczoraj. Później bardziej pewny wydawał się być 6 dzień lutego.
- Może zrobi mi prezent na imieniny? - zastanawiała się świętująca tego dnia Jego Siostra.
- Powinien się urodzić w Tłusty Czwartek - zaznaczyła Jego Mama. Tego dnia bowiem urodziła się jej córka.
- Zaciskaj kolana i czekaj, aż po sesji zjadę do domu - zaordynował Jej Brat.
Drugi wyznaczył wyznaczył Jej termin na początek lutego - kiedy akurat zjechał w rodzinne strony. Ale to już - wiadomo - nie do odrobienia.

Ona ma przykaz od Cioci, by unikać porodu 11 lutego - w dzień urodzin Wuja - upartej złotej rączki, która w naturze ma naprawianie wszystkiego po sto razy z narażeniem życia i zdrowia - głównie innych. On wymyślił, że Walentynki nie byłyby złe, by powitać syna. Jej Siostra już wyczuła, że Maluch nie jest miłośnikiem podchodzenia do egzaminów w zerowym terminie. Być może skusi się na dniach? Oby tylko kampanii wrześniowej nie było.
- To kiedy się urodzi? - zastanawiają się wszyscy.

- A może zwyczajnie trzeba do brzucha zapukać i zaprosić Malucha do nas? - zastanawia się kolejny Jej Brat.
No to.. puk, puk, Malutki. Zapraszamy!

piątek, 8 lutego 2013

Skurcze przepowiadające

Ona może i jest przygotowana: wie, że odejdą wody i że nadejdą skurcze - niekoniecznie w takiej kolejności. Te pierwsze mogą chlusnąć w najmniej przewidywanym momencie, mogą się sączyć i sączyć albo wypłynąć dopiero na specjalny rozkaz gina. A skurcze - najpierw przepowiadające, a potem te z apokalipsy, tj. przepowiedni spełnionej - mogą być bolesne. Ale czy przypominają nocny skurcz łydki czy bardziej może osławiony ból miesiączkowy? To tajemnica. Bo ona może i jest przygotowana, ale tylko teoretycznie. No bo niby skąd Ona ma wiedzieć, czy to To, czy jeszcze nie, skoro na własnej macicy tego nie odczuła?

Dlatego, gdy pierwsze najprawdziwsze skurcze przepowiadające nadeszły, Ona nie mogła się ruszyć z krzesła. Także z zaskoczenia. Nagle w dole brzucha poczuła ostre, palące kłucie. Jedno, silne, a potem pulsowanie. I cisza. Wiedziała już, że to, co wcześniej brała za legendarne (i - nie ma co! - trochę wyczekane) skurcze, to było co najwyżej bolesne rwanie. To nowe odczucie to był skurcz. Prawdziwy SKURCZYBYK!

Za radą Położnej poszła trochę tej, no.. immersji wodnej poużywać - w sensie do wanny wskoczyła i spędziła tam chyba godzinę. I bóle minęły jak Położną odjął;)
Pomyślała też, że jeśli teraz ten ból jest tak silny, to TEN chyba naprawdę będzie nie do opisania. Zapowiada się rzeźnia.
- Ale mięso, przy piątku? Toż bój się Boga - pomyślała Ona i wiedziała, że jak nie będzie, to i tak Ona da radę. Nie ma wyjścia.

czwartek, 7 lutego 2013

Gotowi na randkę w ciemno

Ona i On poznali się tradycyjną już teraz, ale trochę nietradycyjną jeszcze jakiś czas temu drogą. Choć przegadali wiele godzin, upłynęło nieco czasu, nim się zobaczyli. Ona jeszcze przed tym spotkanie wiedziała, że On będzie tym jedynym. On też czuł, że źle być nie może. Dobrze przewidzieli - od tamtego czasu są nierozłączni.

Podobnie jest teraz z Jego i Jej Maluchem. Godziny już przegadali, podzielili się najlepszymi wspomnieniami, smakami i pasjami. I rozkochali, jeszcze nie czując pod palcami ciała, nie słysząc głosu i nie czując przyjemnego oddechu na policzku.

Ona i On już nie mogą doczekać się tej chyba najbardziej wyczekanej randki w ciemno.

środa, 6 lutego 2013

Co tu z sobą robić w dzień terminu porodu..

Jakby się Ona nie starała, na razie pozostaje w większości. Zamiast dawać przykład i z mniejszością (wszak tylko 5% kobiet rodzi w terminie) iść na barykady, Ona tkwi w domu.

Kącik dla Malucha przygotowany, walizka czeka tylko na dopakowanie ostatnich rzeczy, z których Ona korzysta na bieżąco, kolejne pranie zrobione, wszystko wyprasowane, szuflada w kuchni sklejona, sufit w łazience pomalowany, zapas kopytek zamrożony, setka pierogów dla zgłodniałych brzuchów polepiona, nieco ciastek na czarną godzinę upieczonych, zlecenia na górkę wykonane, kuchnia wysprzątana, łazienka wyszorowana. No to co.. chyba jest jeszcze czas, by okno umyć, co?

No to do roboty!

wtorek, 5 lutego 2013

Plan porodu

Ona zachęcona przez Położną przygotowała plan porodu.

Ona i On chcieliby być w tych chwilach razem - tak długo, jak będzie to możliwe i, co najważniejsze: tak długo, jak będą mieli na to chęć.
Zależy im na tym, co w szpitalu, który wybrali, jest według zapewnień Położnej Y normą - by personel szpitala uzgadniał z Nią wszystkie zabiegi - także te przygotowujące do porodu. A jeśli z jakiś powodów nie będzie to możliwe, Ona prosi o uzgadnianie decyzji z Nim.

Ona chciałaby mieć możliwość swobodnego poruszania się, zmieniania pozycji i korzystania z wanny i/lub prysznica w trakcie pierwszego okresu porodu. O podłączenie kroplówki lub wenflonu Ona prosi tylko, jeśli z przyczyn medycznych będzie to konieczne. Jeśli będzie to możliwe, prosi o możliwość monitorowania KTG w wygodnej dla Niej, niekoniecznie leżącej pozycji.

Ona chciałaby uniknąć wywoływania porodu chyba, że ze względów medycznych będzie to konieczne. W pierwszej kolejności chciałaby spróbować naturalnych metod redukowania bólu. Bierze pod uwagę znieczulenie, ale wolałaby uniknąć środków zmieniających świadomość. 

Wolałaby nie mieć nacinanego krocza, chyba że będzie to konieczne. W drugim okresie porodu chciałaby mieć możliwość wyboru pozycji porodowej lub - jeśli będzie to możliwe – próbę urodzenia dziecka do wody. Jeśli to możliwe, prosi, by położna lub lekarz pomogli Jej chwycić w ręce rodzące się dziecko. Chciałaby też od razu po porodzie przyjąć dziecko na brzuch. Pępowinę pragnie przeciąć On, gdy ta przestanie pulsować. Jeśli będzie to możliwe, Ona i On chcieliby skorzystać z możliwości pozostania z dzieckiem sam na sam.

Jeżeli konieczne będzie cesarskie cięcie, Ona prosi o to, by On mógł być obecny podczas operacji, jeśli w tym momencie zdecyduje się na to, a jeśli nie będzie to możliwe - jak najszybciej dołączyć do Niej i Malucha. Ona chciałaby zaraz po porodzie przywitać się z dzieckiem. Jeśli będzie to możliwe, On chciałby skorzystać z możliwości kangurowania dziecka zaraz po porodzie.

Jeśli nie będzie przeciwwskazań, On chciałby towarzyszyć podczas pierwszego badania, ważenia, mierzenia i mycia dziecka. Chcieliby też, aby dziecko zostało ubrane w przygotowane dla Malca ciuszki.

Ona chciałaby spróbować karmić od razu po porodzie, dlatego prosi po pomoc w przystawieniu do piersi i niedokarmianie dziecka bez uzgodnienia oraz o niepodawanie Maluchowi smoczka. 

Ona wie, że plan porodu może wziąć w łeb po pierwszym zdaniu i pierwszej minucie, ale wyobrażenie sobie tych chwil pozwoliło się Jej z nim oswoić. Ona jest świadoma, że sporo tu "chcę", "wymagam", "proszę", "ja wiem, co dla mnie dobre", a wie też, że oddaje się w profesjonalne ręce osób, które będą wiedziały, kiedy i jak działać.

Jeśli byłoby inaczej, Ona napisałaby po prostu: 
- Proszę, by położna bądź gin wypowiedzieli magiczne zaklęcie "Sezamie otwórz się", by po chwili Malec pojawił się na świecie i by Ona i On mogli to uczcić drinkiem z parasolką.
I poprosiłaby o włączenie planu porodu do dokumentacji medycznej.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Kiedy odejdą wody

Ona i On na ostatniej prostej przed porodem odwiedzili Jej Rodziców.
- Spokojnie, wchodź do środka - zaprasza Ją Jej Brat. - Podłogi wyłożyliśmy folią, w razie gdyby Ci wody odeszły. Nie wiem tylko, czy ubezpieczenie obejmuje tego typu zalanie sąsiadów.

Ona zapobiegawczo chodzi w kaloszach - przynajmniej skarpetek nie zamoczy;)

niedziela, 3 lutego 2013

Skóra do skóry

W Jego i Jej mieście porodówki do wyboru są trzy. W szpitalu X, do którego Jego i Jej nie ciągnie (i to nie ze względu na to, że Jego Siostra tak bardzo namawia Ją na poród właśnie tam), w szpitalu Y, na który Ona i On się zdecydowali i który odwiedzili oraz w szpitalu Z, który co prawda kusi porodami na linie i innymi akrobacjami, ale nie przekonuje słabą opieką dla noworodków.

Porodówking Ona i On zaczęli i skończyli na szpitalu Y - do innych nie chcieli się ani przekonywać ani bardziej zniechęcać. Ale przyszło Jej odwiedzić szpital X. Wybrała się tam na KTG. Przemierzała korytarze molocha w poszukiwaniu położniczej izby przyjęć. W drzwiach przywitał Ją uśmiechem mężczyzna w kitlu. Na plecach miał sporej wielkości naszywki moro. Ona nie wiedziała, czy to znak rozpoznawczy bojowego nastroju, sposób na oryginalne odróżnienie fartucha ze sterty białych kitli czy może próba zatuszowania śladu po wbiciu w plecy noża przez jedną z położnic, której gość pokazał swoją wersję rodzenia po ludzku.

On odsłonił przed Nią przykrótką niebieską zasłonkę w białe gwiazdki - gustowną niezwykle. Za nią skrywało się serce szpitalnej izby przyjęć: stary fotel, dwie kozetki z przykrótkimi prześcieradłami, zdezelowany taboret i umywalka w Jej ulubionym kolorze: przypalonego świńskiego różu. Położnik jakby tego nie zauważał. Podprowadził Ją na łóżko i pomógł ułożyć się do badania. Wytłumaczył wszystko, ostrzegł przez zbyt chłodnym żelem, który wylądował na Jej brzuchu i dwa razy sprawdzał, czy aby na pewno jest Jej wygodnie. Potem jeszcze skomplementował Jej kalosze (to dopiero szaleństwo!) i zagadywał, zdrabniając z uporem Jej imię. Wykorzystał też uniwersalny komplement:
- Syn będzie tak przystojny, jak ładna jest mama.
Ona już, już prawie była gotowa dać się nabrać;)

I myślała, że się przewidziała, czy że ma problem ze zmysłami - co chwilę czuła, że położnik dotyka Jej dłoni. Delikatnie naruszał Jej prywatną strefę. Ona, która jest na tym punkcie wyczulona, zaskoczona była, jak subtelnie można to zrobić, nie wzbudzając złości dotykanej osoby, a nawet uzyskując zamierzony efekt, czyli uspokajając Ją. Bo w gruncie rzeczy Ona poczuła, że ten gość szczerze się o Nią troszczy i szczerze cieszy z dobrego zapisu pracy serca Jej Maleństwa.

Ona na czas badania dostała do ręki sygnalizator, którym oznaczać miała momenty, w których Maluch się poruszył. Nie wiedziała, czy tak skupiała się na wsłuchiwaniu w serce Dziecka, czy tak bardzo Jej uwagę odwracało ciągłe głaskanie po dłoni, że właściwie nie zwracała uwagi na kopniaki.
Ona nie ma wątpliwości: położnik został wysłany przez ordynatora, by reklamować porodówkę. Bez wątpienia każda kobieta może być pewna, że w szpitalu X kontakt skóra do skóry zostanie zachowany.

sobota, 2 lutego 2013

Z walizką do teatru

Ona wybiera się po raz kolejny w ostatnim tygodniu ciąży do teatru. No i wybiera się niczym sójka za morze. Jedni chodzą do teatru w dresach, inni w kapeluszach i wieczorowych sukniach. Ona na premierze pojawi się z kompletem wyników i walizką.
- Jak się rozkraczę przed jakimś przystojnym aktorem, to cóż... będzie musiał mi wybaczyć! - Ona oświadcza.
- Jak zaczniesz krzyczeć z widowni: "Ludzie, rodzę! Ja rodzęęę!", to wszyscy pomyślą, że to taki performance! - ostrzega Ją Kumpela.

piątek, 1 lutego 2013

Ginekolog - mężczyzna czy kobieta?

Ona od lat pozostaje wierna Jemu. Od miesięcy Ginowi;) Wcześniej bywała - to tu, to tam, nie przywiązując się specjalnie metaforycznie ani całkiem realnie do ginekologicznego fotela. Po dwóch wizytach u dwóch różnych lekarek obiecała sobie jedno: nigdy więcej nie odda się dobrowolnie w ręce baby.

No ale traf chciał - Gin zachorował. Ona miast wraz z rzeszą wiernych fanek (tfu! pacjentek!) gotować mu rosołek, nakrywać kołderką czy stawiać bańki, ustawiła się w kolejce do pani doktor, która Gina tego popołudnia miała zastępować.

No i ta - dokładnie jak Ona się spodziewała - prawie przewierciła się przez Jej wnętrzności, niczym w poszukiwaniu drogocennej ropy, brzuch z Maleństwem ugniotła niczym ziemniaki na purée, a do tego zamiast skupić się na zaleceniach, dwukrotnie odbyła telefoniczna rozmowę i ponarzekała, że Gina zastępuje.
- Ta zależność działa pewnie także i w drugą stronę - odpowiedziała Ona na lament nad długą kolejną pacjentek, które nieświadome jeszcze czekały w kolejce po odwiert, tj. badanie.
- Nie wiem. Ja NIGDY nie choruję - rzekła z wyrzutem lekarka.

Baba babie wilkiem - Ona zdania nie zmieni.

czwartek, 31 stycznia 2013

Wizyta na porodówce

Ona i On postanowili odwiedzić szpital, w którym Ono ma przyjść na świat. Ona miała stracha, On też nieco się tremował. Długo odkładali oswajanie się z wrogiem - kogo normalnego ciągnie do wędrowania po szpitalach? Przygotowali się psychicznie na krzyki matek, wrzask noworodków, lejącą się po ścianach krew i wreszcie postanowili.. pojechać.

Uśmiechnięta Położna Y przejęła Jego i Ją na samym wejściu. Od razu zaprowadziła na porodówkę. Nie kazała się ani rozbierać, ani rozkraczać, a jedynie rozejrzeć i usiąść. Rozmawiali o wszystkim, co Jego i Ją nurtowało: prozaicznych lewatywach, mniej czy bardziej wygodnych pozycjach, oddziałowej modzie, rodzeniu na brzuch, pięciodaniowych posiłkach podawanych podczas porodu, na które Ona ostrzyła sobie zęby;) oraz lekarsko-rodzicielskim orszaku z potomkiem na czele, który po nieco ponad 2 godzinach przechodzi majestatycznie z porodówki do kameralnych pokoików dla mam z dziećmi.
- Ale tam tylko Was odwiedzę - zapowiedziała. - Uwielbiam adrenalinę, która jest przy porodzie, więc niechętnie stąd się ruszam.
Omówili również kwestię planu porodu, choć Ona świadoma jest tego, że nici z pisanego słowa może nie wyjść mimo najszczerszych chęci obu stron.
- Teraz jest fizjologia, a za 3 sekundy patologia - potwierdziła Jej realistyczne nastawienie Położna Y.

Ona i On obejrzeli miejsce, w którym odpocząć mogą ojcowie (lodówki na zmrożoną wódeczkę toastową brak! skandal!), gdzie matki czekają na większe rozwarcie, gdzie dzieci po carskim cięciu wyciągane są na świat, gdzie panie po operacji odpoczywają i gdzie pierwszy raz kąpany i mierzony będzie Maluch. Było kameralnie, czysto i bardzo miło. Gdy jeszcze Ona usłyszała, że w pomieszczeniach obok właśnie odbywają się porody, uwierzyć nie mogła. Czyżby miała być jedyną wyjącą do księżyca, a może obecność ukochanego i profesjonalnego personelu, oddychanie przeponą, skoki na piłce i wodna immersja naprawdę działają cuda? 

Ona odetchnęła z ulgą, On jeszcze chętniej zapalił się do obecności przy Niej. Wróg oswojony? Czas zewrzeć szeregi i rozwierać.. ten tego no..;)

środa, 30 stycznia 2013

Znikający punkt

Był wklęsły, okrąglutki, nieduży, w samym sercu większej tarczy, w którą Jego palec trafiał bezbłędnie jak rzutki w dziesiątkę. I znikł.Właściwie z dnia na dzień.

Ona obawia się, że jeszcze może pokazać swoją podróżniczą naturę i wyleźć na wierzch, nim jeszcze na wierzch Maluch wyleźć raczy.

Ona więc wpatruje się codziennie w ten punkt jak zahipnotyzowana. I oczyma wyobraźni wpycha swój pępek z powrotem - do brzucha - gdzie jego miejsce.

wtorek, 29 stycznia 2013

Co się w torbie do szpitala (nie) zmieściło

Po raz pierwszy Ona nie zastanawiała się nawet, czy pakuje wystarczająco dużo ciepłych ciuchów, czy nie przyda się dodatkowy sweter, czy marynarka się nie wygniecie i czy dla zaoszczędzenia miejsca w bagażu zabrała biżuterię uniwersalnie pasującą do wszystkich zestawów. Pakując torbę do szpitala priorytety były nieco inne, ale Reisefieber równie imponujące jak zwykle.

Ona spakowała (albo dopakuje - przecież kanapek świeżych codziennie wymieniać nie będzie;)) co należy:

dla Niej:
dokumenty:
- kartę ciąży,
- dowód osobisty,
- wyniki badań (wszelkie badania krwi, moczu, posiewy i inne usg - Czyżby chcieli nowo narodzonego Malucha z pierwszymi jego zdjęciami z życia w łonie porównywać i dopiero wtedy wydać rodzicom? - zastanawia się Ona),
- RMUA,

ciuchy:
- koszulkę do porodu,
- koszule do spania/karmienia/odpoczywania i dziecięcia tulenia (Ona nie przewiduje innych zajęć),
- szlafrok (z zapakowania szlafmycy Ona jednak zrezygnowała),
- bieliznę jednorazową i niejednorazową, ale z którą Ona być może się pożegna po Potopie Połogowym,
- staniki do karmienia,
- skarpety,
- klapki pod prysznic,

kosmetyki i inne: 
- ręczniki

- olejek do masażu (Ona nie planuje w ramach podziękowań serwować klasycznych czy relaksujących masaży szpitalnemu personelowi, ale sama wystawiać plecy w oczekiwaniu na dający ulgę masaż w Jego wykonaniu),
- wkładki laktacyjne,
- podkłady porodowe (choć mają być zbędne - nie żeby Ona miała być ewenementem na skalę światową i po porodzie zrezygnować z przeżywania połogu - zwyczajnie będą w szpitalu),
- chusteczki higieniczne,
- codzienne kosmetyki (żel pod prysznic, żel do higieny intymnej, balsam do ciała, krem do twarzy, dezodorant, waciki i patyczki kosmetyczne, płyn micelarny, grzebień, szczoteczkę i pastę do zębów, krem nivea),
- koło połogowe,
- wodę,
- przekąskę,
- herbaty i kubek,
- leki,
- telefon i ładowarkę,
- coś do czytania,

dla Malucha
ciuchy:
- kaftaniki,
- śpioszki,
- bodziaki,
- skarpetki,
- czapeczki,
- rękawiczki,

kosmetyki i inne:
- ręczniki,
- pieluchy jednorazowe,
- pieluchy tetrowe,
- pieluchy bawełniane
- oliwkę do kąpieli,
- krem na odparzenia,
- rożek,

dla Niego:
- wygodne buty,
- wodę,
- ulubioną rozpinaną koszulę (równie chętnie Maluch i z Nim klata do klaty przylgnie),
- coś do czytania,
- przekąskę,
- telefon,
- aparat.

Ona nawet nie będzie udawała, że wszystko kolanem wepchnęła do małej walizki. Przeprowadzi się do szpitala na dwa rzuty. Ale chyba jeden wóz do przeprowadzki wystarczy.