niedziela, 9 września 2012

Porodówking

Ona i On łażenie po klubach clubbingiem odkrywczo z angielska zwane (tak poza wszystkim: czy to jeszcze jest modne? ale nawet jeśli nie jest, to wiadomo: modne staje się to, co już niemodne)  planują wkrótce zamienić na porodówking, czyli odwiedziny na oddziałach położniczych.
Po co? Bo wiadomo, że szpital jakoś trzeba wybrać. Ona i On spisali już najważniejsze elementy, o które należy zapytać:
  • przykładowe menu dla pacjentek,
  • dostęp do tv oraz cenę za godzinę nadrabiania reklamowo-serialowych zaległości,
  • kolor kitli położnych (wiadomo, musi być zachowana subtelna elegancja),
  • bezprzewodowy internet w standardzie,
  • roomservice i dostęp do baru 24 ha.
To z najważniejszych rzeczy - chyba nikt nie wątpi.

- I można tak z ulicy przyjść i odwiedzić porodówkę? - Ona dopytuje Gina.
- Pewnie. I proszę powiedzieć, że jest pani moją pacjentką - radzi.
- Hmm.. Czy to na pewno bezpieczne? A co, jeśli będę miała z gruntu przerąbane?
Gin tylko się roześmiał.

- A co jeśli trafię na jakąś krzyczącą rodzącą kobietę? - Ona zaczęła nerwowo dopytywać. - I że zobaczę całą zakrwawioną salę? I że..
- O to się proszę nie martwić, takie smaczki zostawiamy na później. Nikomu nie chcemy psuć doskonałej niespodzianki!

sobota, 8 września 2012

Apetyczne paluszki w liczbie...

- I tu jest nasz mały miś - rozpoczął badanie Gin, uśmiechając się na widok ruchliwej istotki.
- Bardziej "nasz" niż "nasz" - pomyślała Ona,  ale parcie doktora na trend rozpoczęty przez Majkę Jeżowską w jej przeboju "Wszystkie dzieci nasze są" szybko Ginowi wybaczyła. W myślach nawet zanuciła refren utwór i pomyślała nawet, że to miłe: odpowiedzialność służby zdrowia za najmłodsze pokolenie jest cenna.

- A tu są stópki! I paluszki! - doktor kontynuował oprowadzanie ultrasonografem po Jej bebechach. - No dobra, wiadomo, że to jeszcze nie paluszki, a dopiero ich zawiązki, ale możemy je już policzyć.
Ona i On wytężyli wzrok i słuch.
- Pierwszy paluszek, drugi, trzeci... - liczył Gin, a Ona i On tkwili jak zaczarowani. -  Czwary, piąty, szósty, siód...
- Hola! hola! - zastopowała ten pęd do nieskończoności Ona. I pogroziła palcem. Jednym palcem. Nie jedynym.
- No żartowałem - przyznał się Gin ze śmiechem. - Ale widzę po minach, że żart mi się udał!
 

piątek, 7 września 2012

Drugi fakultet. Z usg

Podczas usg Ona rozkłada się wygodnie na kozetce, a On staje za plecami Gina i obserwuje każdy ruch sondy po Jej brzuchu, a Malucha - na ekranie.
- O, główka! - On mówi.
Gin robi swoje.
- O, ręka! - dodaje po chwili On. - Maluch macha! - relacjonuje.
Ona wygina głowę w stronę monitora.
- Czyżby stopa? - On dopytuje wpatrzony w obraz. - A to żebra! - wykrzykuje podekscytowany.
- Przepraszam - odwraca się w Jego stronę Gin. - Czy jest pan światowej sławy certyfikowanym ultrasonografistą?
- Nie - śmieje się On i śmieje się Ona.
- To jest pan pierwszym mężczyzną, który potrafi cokolwiek na tym ekranie rozpoznać. Gratuluję!

czwartek, 6 września 2012

Ciążowe kilogramy

Ostatnia wizyta u lekarza nie mogła obyć się bez wskoczenia na samolocik.
- I co tam słychać w wielkim świecie? - zapytał Gin, zasiadając do badania. - Zakładam wziernik - zdążył dodać, oczekując Jej odpowiedzi.
- Słychać, jak słychać. Proszę mi lepiej powiedzieć, jakie są widoki na przyszłość - odpowiedziała Ona z wysokości.
- Czuję, że dobre, bardzo dobre - zaśmiał się. - A ile pani przybrała?
Ona zamyśliła się. Milczała dłuższą chwilę wpatrzona w sufit.
- 65? - dopytał, sięgając po Jej kartę ciąży.
Ona bezmyślnie pokiwała głową, odpływając gdzieś myślami.
- Serio? 9 kg pani przybrała?
- 9? - Ona się nieco rozbudziła. - Jakie 9?! Kurczę, nic waga nie ruszyła! 5 miesiąc leci, a tu nic!
- No, wiedziałem, że coś mi nie gra. W ogóle po pani nie widać. Po mnie od razu by było. Szczególnie, gdybym schudł. Ale mi te 9 kilo zeszłoby z powiek i uszu - odparł z uśmiechem.

środa, 5 września 2012

Będzie... dziewczynka!

Ona i On czekali na połówkowe usg z niepokojem. Z jednej strony zastanawiając się, czy wszystko będzie dobrze, z drugiej myśląc o tym, czy poznają płeć malucha, ale też niepewnie patrząc na niemalejąca kolejkę ciężarnych. Tego dnia Gin cieszył się niemałym powodzeniem.

Więc mieli przestać zastanawiać się, czy chłopiec będzie miał tak świetnie wyczulone kubki smakowe jak On i czy jak mały On nie będzie.. od małego jadł? Mieli przestać rozważać, czy w dziewczęcej szafie uda się uniknąć róż, a z dziewczynki zrobić pierwszego mecha zdobywającego świat w towarowych pociągach? Teraz już miały zacząć się realne plan: z kim wyswatać, jaką wyprawkę przygotować, gdzie zapisać na studia?

- Wszyscy tak się nakręcają, że ma być dziewczynka. A co jeśli będzie chłopiec? Nie będą go kochać? - szczerze zmartwił się On.
- My pokochamy i wychowamy jak swoje - uspokajała Go Ona.

Gin podczas usg najpierw obejrzał główkę, serce, sprawdził jego bicie, a dopiero później przeszedł do rzeczy - taka subtelna gra wstępna?

- Więc tu chowa nam się płeć - wskazał na to ciemne, to jaśniejsze plamy. Ona i On wytężyli wzrok.
Wypatrywali czegoś niewielkiego, ale minimalnie majtającego się w przestrzeni. Nic takiego nie ujrzały Ich oczy.

- Tu jedna warga sromowa, a tu druga - wskazał Gin. Ona i On wiedzieli już, co się kroi. - A tu pipulcia.
On i Ona zamarli. Ona roześmiała się w duchu - z wiadomości, ale i samego słowa będącego wyrocznią tego, co czeka dziecko.

- Na 99% dziewczynka - odparł pewnym głosem lekarz.
- Czyli 1 % szans, że jeszcze nam coś zmajstruje? - dopytała Ona.

Wymarzony, upragniony na 100% Maluch to dziewczynka. Były uściski, radość, parę łez. Ona i On mieli powody do świętowania. A to dopiero początek..

wtorek, 4 września 2012

Pierwsze ruchy?

Nadszedł 19. tydzień, a Ona czuje Malucha bardziej metaforycznie niż dosłownie. A już by chciała nieco tego wewnętrznego smyrania, gilgania, kopniaka małego nawet chciałaby zarobić. Kładzie się więc spokojnie, by miednicą na prawo i lewo za dużo nie majtać i czeka.

A tam nic. Puk puk! Jesteś tam?

Zaczyna myśleć, że Maluch pojawił się tylko na chwilę, by zamieszać w ciążowym teście i tyle go widzieli. Cóż, wywrócił Jego i Jej świat do góry nogami, ale na tym się skończyło. Klasyczne hasta la vista, baby!


Żadnych wywrotek w jelitach, które można byłoby wziąć za pierwsze nieśmiałe kiwnięcie do matki rodzicielki, żadnych gazów, które mogłyby udawać pierwszego kopniaka, żadnego poruszenia ani przed ani też po jedzeniu, o których Ona mogłaby pomyśleć: o, niezły fikołek, już za czte-ry la-ta , już za czte-ry la-ta Pol-ska bę-dzie mis-trzem świa-ta!

Ona wie, że niedługo te wszystkie ruchy zmienią się w upiorne bóle, które zakończą się wewnętrznymi siniakami. Ale na razie nie chce dyscyplinować Malucha. Marzy, by się rozruszał nieco bardziej niż Ona na szkolnej dyskotece podpierając ścianę.  

Pozostała Jej na razie tylko fantazja. Z rana Ona wyobraża sobie Malucha wielkości (tu portale internetowe i książki toczą zajadłą walkę) mniejszego ziemniaka tudzież sporej cebuli, który przeciąga się leniwie w łóżku między Jego i Jej ramionami. Chwilę później zazdrośnie zerka, gdy Ona wlewa resztkę mleka do kawy. A potem już tylko leżą sobie na nagrzanej słońcem kanapie, patrząc jak On zdobywa kolejną galaktykę. I tak delektują się dniem.

Chwilę później Ono drze się w niebogłosy, bo naraz: jest głodne, zmęczone i ma brudną pieluchę. Ona budzi zlana zimnym potem. Zerka na brzuch: Maluch spokojnie tam tkwi. Nagle czuje w środku małe poruszenie. Maluch nie tylko się rusza. Ono też mówi wyraźnie: I'll be back!


poniedziałek, 3 września 2012

Mam termin... na urlop!

Choć uczniowie już kończą wakacje, Ona i On mają wrażenie, że cieszy się nimi cała reszta świata. Ona w odczuciu ogromnej empatii pyta o urlopowe plany Gina:

- A pan doktor nie zasłużył na chwilę wytchnienia w ciepłych krajach?
- A pewnie, że zasłużyłem!
- To kiedy urlop?
- A proszę mi przypomnieć, na kiedy ma pani termin porodu... - doktor zagaduje
- Początek lutego... - odpowiada Ona niepewnie.
- O, ja właśnie na początek lutego planuję dłuuuugie wakacje.

Ona powaliła go wzrokiem, bo bazyliszkowego czaru na zabicie delikwenta było Jej nieco szkoda.