czwartek, 20 czerwca 2013

Wychowanie do... sztuki w rodzinie

Jej Mama - plastyczka - od pierwszych chwil życia Malucha wyrabia w Nim dobry gust. Aż dziw że w galerii sztuki wylądowali dopiero na początku piątego miesiąca życia Malca;)

- A teraz zaprowadzę Państwa do sali, w której obejrzeć będzie można Starowieyskiego - kierował przez kolejne ekspozycje pracownik instytucji.
- On nas tu przyciągnął! - przyznała Ona.
- Rozpoznawalny jest na pierwszy rzut oka - zaznaczył pracownik muzeum. - Choć niektórzy uważają, że to, co tworzył, to bohomazy. Ciekawe, co nasz najmłodszy gość zrozumie z tego dzieła.
- Obawiam się, że może zrozumieć więcej od nas - odpala Ona na widok "W oczekiwaniu Ocaliciela" Ona.
 

[fragment]

niedziela, 16 czerwca 2013

A ty całuj mnie!

Dzień słoneczny, ciepły, więc Ona w kiecce i sandałach, a Maluch z gołymi pytkami w wózku leży.
Ona jedzie z Maluchem windą. A wraz z nimi jakaś pani.
- Aż by się chciało wycałować te urocze stópki - mówi do Niej, choć wzrok najwyraźniej pada na nóżkach Malucha.
- Ach, proszę się nie krępować i całować - odpowiada Ona i przybliża swoją nogę w kierunku kobiety...

sobota, 15 czerwca 2013

Najlepsza opieka

Ona i On wyszli wieczorem na miasto.Pierwszy raz - odkąd jest Ono - we dwoje. Ona specjalnie się nie stresowała, bo oddawała Malucha w ręce Jej Mamy.
Był spacer, był teatr i były znajome twarze. Maluch w rękach Babci pospał, pospacerował, pośmiał się, pobawił i popłakał też pewnie.

Jej Mama pożegnała Jego i Ją słowami:
- Jakby Maluch zaczął opowiadać, jak było, to nie wierzcie w ani jedno jego słowo!
Jak na razie nie przemówił;)

niedziela, 9 czerwca 2013

Test bez poprawki

365 dni i minimum tyle samo myśli temu o tym, jakie będzie, wszystko się zaczęło. O tu.

Ona i On poznają Je każdego dnia, a jednocześnie czują, jakby znali Je od zawsze.

sobota, 8 czerwca 2013

Nocne spotkania miłosne

Ona - włos zmierzwiony, wieczorna kreacja ograniczona do nieco wymiętej koszulki, oko zaspane z ledwie uniesioną powieką, a na twarzy zamiast makijażu maluje się mina zwana grymasem po grypie. 
Godzina 4.35 w nocy.

Nagle, gdy już udaje Jej się otworzyć powiekę nieco szerzej, widzi, że Ono wpatruje się w Nią uważnie. Z buzią rozdziawioną, uśmiechem na ustach i w oczach.
- Jeszcze nigdy żaden mężczyzna nie patrzył na mnie z taką miłością - pomyślała Ona. - O tej porze. I na trzeźwo.

piątek, 7 czerwca 2013

I po ciąży

Nadeszła wyczekana kontrolna wizyta u Gina (ktoś pamięta jeszcze o tym, który stał się inspiracją do pisania bloga nie mniejszą niż Ono?;)).
- Wszelki duch! - usłyszała, gdy tylko przeszła przez próg gabinetu. - Myślałem o Pani niedawno. Czas już przecież na kontrolę! Co tam słychać dobrego?
- Dziecko - Ona odpowiedziała zgodnie z prawdą. - Głównie dziecko.
- I jak.. Franek?
- Feliks.
- Fak - wymsknęło się.
- Fakt, też na eF.
- Daje pospać?
Ona uśmiechnęła się.
- Mąż pewnie nie słyszy, jak syn w nocy płacze? - dopytał Gin.
- Skąd pan doktor wie?! - Ona wykrzyknęła zaskoczona.
- Norma. Większość tak ma. Kolega opowiadał ostatnio na imprezie o córeczce "Jak ta nasza Michalinka ładnie noce przesypia". Jego żona tylko oczami przewróciła, bo wszyscy dobrze wiemy, że ona od narodzin młodej nocy spokojnie nie przespała.

Ona i Gin powspominali ciążę, poród i czas po nim.
- Nie miałem jeszcze pacjentki, która z takim dystansem podeszłaby do porodu. Świetną koszulkę pani miała!
- Bloga czytałem! - oznajmił Gin po chwili. - Złapałem się za głowę podczas lektury! Ja takie rzeczy mówiłem?! - zaśmiał się. - No zero profesjonalizmu!
- A gdzież tam! Ja i dla tych pogaduch tu przychodziłam - przyznała Ona. - Terapia śmiechem refundowana przez NFZ - trzeba brać, skoro dają. - A na blogu już się fanclub utworzył! Już się w kolejce ustawiają do pana doktora!
- Ale nie poda pani mojego nazwiska na blogu? - dopytał dla pewności.
- Nie! Bez obaw!
- Ej.. no to jak trafią?.. - zmartwił się.
- Już ja im wskażę drogę, bez obaw! - zapewniła Ona.

- Naprawdę cieszę się, że trafiłam na pana doktora - Ona wylała morze słodyczy. - Zresztą i wśród personelu szpitala ma pan doktor świetną opinię. Położne nie mogły się pana doktora nachwalić.
Gin lekko poczerwieniał.
- Serio?! - jakby nie dowierzał, a po chwili zapytał niczym ciekawski dzieciak. - A co mówiły? Co?
- Ha.. nie powiem, bo jeszcze sodówka uderzy do głowy i dopiero będzie! - Ona odparła.

Po paru minutach rozmowy Gin zerknął na fotel. I Ona odwróciła wzrok w stronę tego zdecydowanie zaburzającego feng shui mebla.
- No co robić?! Taka praca - stwierdził Gin. Nie ma jak eleganckie zaproszenie na badanie.

- Kiedy była ostatnia miesiączka? - zapytał w pozycji, w której Ona była najmniej skłonna do wynurzeń.
- Łojedu! W maju! Ach.. to były czasy.. - Ona wspomniała ten niezwykły stan.
- I kiedy się skończyła?
- Po jakichś pięciu dniach. Ach, takie wspomnienia!
- Nie takie odległe - stwierdził Gin.
- Nieodległe?! - Ona spogląda na Gina zdziwiona. - Sprzed roku!
- Aaaa.. to nie o ten maj chodzi? No to ładnie!

Ona z sentymentem położyła się na kozetce i zerknęła w monitor.
- A jeszcze niedawno były tu takie widoki.. - pomyślała głośno, przypominając sobie regularne badania usg.
- Zaraz zobaczymy, co tam pani znajdziemy. Podobne skarby co.. może za rok?
- Teść mi dał dwa lata - zdradziła rodzinne plany.
- Ooo, hojny!
- No, ale zażyczył sobie dziewczynki.
- To do zobaczenia wkrótce!

Ona wyszła. Tuż za drzwiami zorientowała się, że rozmawiała z Ginem o wszystkim tylko nie o Jej stanie zdrowia. Najwyraźniej wszystko w normie, głowa szczególnie.

czwartek, 6 czerwca 2013

Ufff.. jak gorąco!

Sytuacja 1:
Pierwsze upały. Ona i prawie trzymiesięczne dziecko na krótko - bodziak i kieca - każdemu podług potrzeb i według płci.
Po badaniu bioderek pani (spodnie 3/4, koszulka z krótkim rękawkiem) uspokaja może trzyletniego chłopca (sandały, długie ale dość cienkie spodnie i takaż bluzka z długim rękawem), ubierając w tym czasie młodsze dziecko (choć na oko Jej Babcie w szpitalach leżały, taką miarą Ona oceniła, że mieć maluch mógł mieć ok. sześć tygodni) w co następuje:
  • kaftanik, 
  • body, 
  • śpiochy, 
  • spodenki, 
  • sweterek, 
  • czapkę, 
  • kurteczkę. 
Zakutane w kocyk.. WRÓĆ!
  • rękawiczki jeszcze były!
Zakutane w kocyk.. bach je do głębokiego wózka i na słońce marsz! Po chwili dziecko się w wózku wydarło wniebogłosy.
- Ciekawe dlaczego... - pomyślała Ona.


Sytuacja 2:
Spotkanie dla mam z dziećmi. Tłum w sali gęstnieje, a wraz z nim atmosfera. Ona zdjęła zbędne warstwy z siebie i Malucha, z nadzieją patrzy w otwory wentylacyjne i na zamknięte okna. Obok w wózku leży kilkutygodniowe dziecko. Ledwo je widać pod kocem, w czapeczce. Gdy rozpoczyna ryk, matka tuli je, mocniej jeszcze zakrywając kocem i rozpoczyna karmienie.
- Fuuu - wydaje z siebie odgłos, przystawiając butelkę do ust malucha i próbując otrzeć sobie czoło tetrową pieluszką. - Ależ tu gorąco. Zlitowaliby się nad nami i wpuścili trochę powietrza.