piątek, 17 sierpnia 2012

Nielegalne chorobowe

Ona nie byłaby sobą, gdyby nawet przy okazji odbierania zwolnienia czegoś nie namieszała.
Wyszła z gabinetu Gina z wizją czasu dla siebie, dla Niego i dla Malucha. Kwit za poleceniem szefa odesłała do kadr i tyle L4 widzieli.

A tymczasem na świstku brakowało... pieczątki przychodni, o czym poinformowała Ją pani z kadr, uświadamiając taktownie, że Ona przebywa właśnie na zwolnieniu nielegalnie.

Cóż, nie przeszło Jej przez myśl, że wychodząc z dokumentem od lekarza, wpisanym peselem, uzupełnionymi danymi, przystawioną pieczątką specjalisty, trzeba Jej czegoś jeszcze. Cóż, nie ma dużego doświadczenia w braniu zwolnień.

Ale nic to, nowe doświadczenie - rozmowę z kadrową Ona uznała za najlepszy komentarz do dyskusji o ciążowych zwolnieniach.

- Pieczątkę musi pani uzupełnić jak najszybciej - oznajmiła kadrowa. - Ale widziałam, że jest pani w ciąży, więc pewnie będzie pani zwolnienie przedłużać, więc...
- Nie - odparła Ona.
- Nie?
- Nie.
- Nie będzie pani przedłużać zwolnienia? hm.. hm... - tu nastąpiła chwila zawahania. - Bo myślałam, że pieczątkę można byłoby przystawić w przychodni przy okazji następnej wizyty i po kłopocie.
- Na tę chwilę korzystam z wyznaczonego zwolnienia i nie mam zamiaru go przedłużać. Chyba że lekarz, a może raczej szef zdecydują inaczej - Ona ucięła dyskusję.

czwartek, 16 sierpnia 2012

A zajrzałaś do pieluchy?

Ona miała sen. Ważne, bo jeden z pierwszych ze snów od czasu zajścia w ciążę - w tym letargu przerywanym pracą. Ważniejsze jeszcze, bo był na nim Maluch.

Ona podekscytowana od samego rana wcielała się rolę Martina Luthera Kinga, świat ją uskrzydlał, więc występowała przed rodzinnym tłumem jakieś pięć centymetrów nad ziemią i oznajmiała każdemu po kolei tę samą wiadomość. A że szybko z tego podniecenia wchodziła na poziom ultradźwięków, rozmowa Ją samą drażniła, więc nie trwała długo. Na dłużej zaciekawiła właściwie tylko Jej Mamę.

- Aaaa! Maluch mi się dziś śnił! - zaczęła Ona. - Taka mała buźka. Opatulona, leżała w betach, a ja trzymałam ją na sztywno - ramiona miałam wyciągnięte chyba na 2,5 metra do przodu. Nie wiedziałam, co z dzieckiem zrobić, tak się bałam - relacjonowała Ona zmartwiona. - A tu nagle Maluch krzyknął "ta-ta!". Wyobrażasz sobie? 
- A zajrzałaś do pieluchy? - zapytała Ją Jej Mama.
- Yyy? Jak to po co? Mam nadzieję, że chociaż w słodkich snach dzieci nie robią kup!
- Ha! Pytam, czy dowiedziałaś się, czy to chłopiec czy dziewczynka! - tłumaczy zaskoczona Mama.
- No nie, ale ja po prostu WIEDZIAŁAM, że to dziewczynka.


środa, 15 sierpnia 2012

Ranking lekarzy

Jeśli przypadki nie istnieją, to Ona trafiła na swojego Gina wielkim zrządzeniem losu. Spadł Jej jak z nieba Anioł Michałowi Kabatowi (od 6:31 minuty).


Postury podobnej może, w ferecie jakiejś wyciągniętej - dużej może, ale skrzydła niemałe skrywa, więc nie dziwota, tylko z włosów mniejszą ilością. 

Ona postanowiła jednak nie poddawać się tylko temu, co Jej w gwiazdach czy samej Gwiazd Alei wypisane, ale przegląd internetu zrobiła dokładny.

Zdradziła się podczas wizyty.
- Dużo o panu doktorze pozytywnych opinii w sieci.
- Internet kłamie. Sam je piszę - odpalił.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Zaiwaniaj na chwałę Ojczyzny!

W sezonie ogórkowym media huczą o zwolnieniach w ciąży. Ona się gotuje. Akurat zaczęła swoje L4.

Tak, chorobowe zastępuje Jej upragniony przez ostatnie trzy lata urlop (nie, uprzedza zapytania - nie na własne żądanie i pęd za kasą czy karierą odkładany - Ukochane Państwo pozwoliło, by bez prawa do urlopu, na umowie zleceniu pracowała długi czas, a jak już doczekała się umowy o pracę, ciągle było coś ważniejszego niż urlop pracownika - nóż na gardle szefa latem był tak blisko, że tylko niektórym i to z wielką łaską pozwalał na wypoczynek).

Tak, Gin zgodził się na zwolnienie bez zająknięcia.

Tak, Endo nadal twierdzi, że Ona już dawno powinna była pójść na zwolnienie i to nie na dwa tygodnie a do czasu rozwiązania, gdyż ryzyko utraty Malucha jest zbyt duże.

Tak, szef nie przyjął tego dobrze (wspomniał o wymienionym wyżej nożu czyhającym na jego gardło i o tym, jak nieodpowiedzialne jest odpoczywanie zamiast pracy; nie, nie zająknął się, pytając, czy wszystko z Nią w porządku).

Tak, gros byłych ciężarnych puka się pewnie w czoło i grozi Jej (jak autorka tego tekstu - nota bene, dziennikarka podobnie jak i Ona nie lokalnego kwartalnika - wydawałoby się więc, że obie co nieco o codziennym stresie w czasie tak bezpiecznej jak wymieniona przez autorkę praca przy komputerze wiedzą), że sama pracuje na swój i innych kobiet los.

Tak, Ona nie czuje się winna, że myśli teraz o Maluchu, gdyż to Ono jest dla niej w tej chwili ważniejsze niż to, czy zbliża się dealine, czy mail dotarł oraz czy zadanie zostało wykonane. W tej krótkiej chwili podczas zasłużonego zwolnienia Ona naprawdę stara się nie myśleć o niczym innym.

Bo nie da sobie wmówić, że to przez Nią rośnie nagle zadłużenie Ukochanego Państwa, skoro miliony znikają dużo częściej i winne są osoby znacznie mniej będące w ciąży, a znacznie wyżej na stanowisku.
Albo że przez to przez osoby takie jak Ona powiększają się dziury w drogach albo grono nielojalnych pracowników. Marzy bowiem o tym, by także szefowie nauczyli się szacunku i lojalności. I żeby wreszcie zakleili dziurę powstałą na Jej ulicy dwa lata temu - a nie tuż po spłodzeniu nowego obywatela.
I nie uwierzy, że to przez Jej zwolnienie porodówki nie są remontowane, a i zwykłe przychodnie wyglądają jak obskurne lokale sprzed lat.
Bo wyobraża sobie świat, w którym to mężczyźni rodzą, w związku z czym dofinansowuje się zarówno antykoncepcję jak i in vitro, na zwolnienie idzie się godzinę po poczęciu, a becikowe zamienia w regularną pensję.

Bo myśli czasem o tym, że czasem tylko mały krok dzieli Ją od tego, by już nie biły w Niej dwa serca. A myśleć o tym tak naprawdę nie chce.

Ale Ona jeszcze raz to wszystko przemyśli i być może jednak ku chwale Ojczyzny będzie zaiwaniać w robocie do momentu, aż Jej wody odejdą, odpowie potem na parę ważnych maili w drodze na porodówkę, podczas lewatywy porozmawia jeszcze w paru ważnych kwestiach przez telefon, podczas nacinania krocza współczuć będzie bardziej szefowi, do którego gardła nóż pewnie znów znacząco się zbliży. Maluchowi na buziaka w czółko - jeśli zdąży - a na dojście do siebie wykorzysta weekend i wróci do codziennej orki.

środa, 8 sierpnia 2012

Z jakim pracujesz...

Ona opowiedziała Ginowi o wszystkich obawach, a ten wypisał Jej zwolnienie. Podczas wizyty nie mogło zabraknąć teatralnego.
- A może chce pani gryza? - zapytał Gin po tym, jak wgryzł się w wafelek.
- A co, zjada pan, nie dotykając wargami? - upewniła się Ona.
On tylko roześmiał się.
- Podobno trzeba uważać na to, jakich szefów się wybiera jako pierwszych, bo do nich się człowiek upodabnia - wdał się w dywagacje doktor. Jej momentalnie przewinęli się przez głowę dwaj pierwsi szefowie: jeden przypominający Quasimodo, a drugi - wypuszczonego z tajgi dzikusa z najdroższym modelem kukri. Trzeci też nie był lepszy: opalony łysy jegomość z brzuszkiem.
- Mój miał metr i 60 centymetrów i tyleż w pasie - wspomniał Gin.
Ona oceniła lekarza uważnie. - Spokojna głowa, jeszcze trochę panu doktorowi brakuje! Ja chudnę, pan doktor tyje.
- O! Mam sposób na to, że traci pani na wadze. Gryza, ale już!

niedziela, 5 sierpnia 2012

Jak zrzucić wagę?

Ona sądziła, że już od początku ciąży zacznie przybierać na wadze. Że jak już stan błogosławiony, to co najmniej okupiony ucztą pięciodaniową i deserem, który od razu uwidoczni się w boczkach.

Ale nie.
Może rzeczywiście apetyt momentami miała nieco (tylko nieco!) mniejszy, ale grzecznie zjadała śniadania, drugie i trzecie też, a do tego obiad, wieczorem nawet coś chętnie pochrupała, to jednak waga spadała. Tak,  spadała i to mimo braku rigoletto.

- Panie doktorze, 12. tydzień, a u mnie trzy kilo mniej - powiedziała zmartwiona, wchodząc na wagę.
- Szybka przemiana materii, nie ma się czym martwić. Będziemy to kontrolować - odparł pewnym głosem Gin.
- Ale trzy kilo? - Ona nie dowierzała. - Nigdy tak bezboleśnie nie schudłam! Żebym wiedziała, że to taki dobry sposób na zrzucenie wagi, szybciej zaszłabym w ciążę.
- Może to i dla mnie sposób? - zamyślił się Gin i poklepał po brzuchu.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Coś za coś

- Endokrynolog radzi zwolnienie - przekazała On Ginowi. - Ale ja nie wyobrażam sobie leżeć w domu do góry brzuchem.
- Nie widzę wskazań do zwolnienia, szczególnie, że czuje się pani dobrze i widzę, że bez pracy by się pani wynudziła - skwitował lekarz. - Ale jeśli zajdzie taka potrzeba, gorzej się pani poczuje lub po prostu będzie pani chciała odpocząć, proszę dać znać - wyślę panią na niespodziewane zwolnienie.
- Serio? - ucieszyła się wiecznie niedospana Ona.
- Pewnie. Za jednego teatralnego! - oblizał się ze smakiem Gin. - No, chyba że przyniesie pani dwa, to się podzielę.