wtorek, 18 grudnia 2012

Znikająca Margolcia

Margolcia znikała w oczach. Z każdym tygodniem oddalała się od Niej. W siódmym miesiącu Ona zerkała jeszcze z sentymentem i nadzieją, że trochę czasu spędzą razem. Zagadywała do niej ukradkiem - tyle spędzonych razem lat nie mogło ot tak odejść w niepamięć.

Nie pogniewały się, nie pokłóciły wielce. Niby obie baby, a dogadywały się właściwie bez słów, bo o czym tu było gadać: pogodzie, o tym, co zrobić na obiad czy o ostatnim odcinku ulubionego serialu?
Ona wiedziała jednak, że i te spotkania wkrótce się skończą. Czuła w kościach, a właściwie w mięśniach (?) brzucha, że nadchodzi nowy etap ich znajomości - znajomość na odległość.

I stało się. W połowie ósmego miesiąca Margolcia odeszła. Zapewniła na odchodne, że nie na zawsze. Powróci jeszcze kiedyś. Tymczasem Margolcia (tak zwana przez Jej Siostrę cipka zwyczajna) skryła się już całkowicie za Jej rosnącym brzuchem. I tyle ją widzieli.

Niby kluczowa dla sprawy, a znika!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Lubię swoje ciało w ciąży

Nieco więcej na bioderku, kilka żyłek na nogach, dodatkowe kilogramy na wadze, ale - Panie i.. Panowie: zero pryszczy, gęste, jakby rzadziej przetłuszczające się włosy, paznokcie, które nie łamią się tak chętnie i... cycki - wreszcie nieco większe niż rodzynki - o tak, Ona ma co w swojej ciężarnej wersji lubić.
Tymi ostatnimi i On pogardzić nie może..

środa, 12 grudnia 2012

1 dziecko = 1 ząb?

Ona postanowiła ulec chwili, zachciance - ach, powiedzmy nawet, że ciążowej. Zakupiła paczkę orzeszków w czekoladzie. Otworzyła ją na mrozie, tuż po wyjściu ze sklepu, mijając zazdrosne oczy kilkuletniego chłopca. A co, może! Dorosła jest!
- Będziesz duży i w ciąży chłopczyku, to też będziesz tak mógł - pomyślała w duchu.

Zanurzyła w paczce rękę, a dłoń pełną słodkości.. stop.. stop.. stop.. damą jest przecież! Rękę więc w torebce zanurzyła i wyjęła nie całą garść a parę tylko orzeszków.  Wiadomo - jeść musiała szybko, bo takie ustrojstwo nawet na zimnie topnieje w dłoniach, a Ona przecież dodatkowo na zmarznięcie rąk pozwolić sobie nie mogła - dla dobra dziecka, rzecz jasna.

Jadła więc z apetytem i.. na jednej ze słodkich kulek straciła wyleczony nie tak dawno ząb.

1 dziecko = 1 ząb? No jeśli tak wygląda legendarna utrata zębów w ciąży, to Ona dziękuje.

Ale tak, paczuszkę wykończy, draniom orzechowym nie daruje! Jeszcze i On mógłby czasem na nich zęby stracić. Ona nie może na to pozwolić! Czym by się wtedy wytłumaczył? Że dziecka się spodziewa?

środa, 5 grudnia 2012

Koniec z korkiem

Koniec z korkiem. Nie, nie korkiem ulicznym -taki to norma, szczególnie z rana. Korka koniec.
Niestety nie zatykał Jej on ust. Zatykał inne rejony.

- Dał mi pan doktor nadzieję, mówiąc, że w 18. tygodniu odstawię - skarżyła się Ginowi. - Minął 18., 19. tydzień, 30. nawet i coooo?
- I odstawiamy - zadecydował Gin, litując się nad Nią.

Ona dostała tylko przykaz - odstawić luteinę powoli i dokładnie się obserwować.  Nastąpił więc czas bez codziennego korkowania. Ona z radością pożegnała tę wieczorną ceremonię.

Wreszcie i On zaczął nieco radośniej przyjmować Jej powroty z łazienki. Już nie było mowy o tym, że się spóźnił.
- O nie, nie, za późno, kochaniutki. Już jestem zajęta - tego długo On nie usłyszy. Hulaj du..sza!

wtorek, 4 grudnia 2012

Pierwsze galoty dla syna!

Ona wreszcie przestała być wyrodną matką! 32. tydzień rozpoczęła kawą (dooobra, pewnych wad zła matka tak szybko nie wypleni), wyprawą na badania i radością z pierwszego padającego (ba! zasypującego miasto!) śniegu.
Potem spontanicznie Ona weszła do sklepu. Nie, żeby wcześniej się nie wybierała. Zaglądała nawet nieraz do dziecięcych działów, dotykała, wydawała jakieś ochy i achy, ale - nie wiedzieć czemu (dooobra: w pierwszyc tygodniach, by nie zapeszyć, ale później?!) nie kupowała.
A tymczasem wyprawkę przygotowali już Jej Rodzice, Kuzynka nawet coś sama uszyła (Ona pokaże - cudeńka!), Ciocie prześcigają się w tym, która wynajdzie coś słodszego, nawet On - ojciec przyszły - o parę miesięcy Ją uprzedził, ulegając urokowi czapeczek i bodziaków;)

Dziś, gdy Ona zobaczyła pasiaste galoty, nie mogła sobie darować. I synowi też nie mogła.
- Kopie jak wariat, ale mikołajkowy prezent mu się należy - pomyślała i pomknęła do kasy.


Zgarnęła jeszcze jedną parę, gdyby się okazało, że Maluch po matce będzie miał fazę na poziome pasy (a bo poszerzają, a przecież zawsze leżeć nie można, w wyszczuplający pion je zamieniając!).


Chyba żadne zakupy aż tak bardzo Jej nie cieszyły. Warto było czekać. ale Ona już czuje: lawina ruszyła i następne ciuchy szybko się posypią;)

niedziela, 2 grudnia 2012

Co najlepsze na potówki?

Położna radzi. Na ropiejące oczka noworodka - sól fizjologiczna, na pleśniawkę - Aftin, na krostkę po szczepionce - cierpliwość, na ciemieniuchę - profilaktyka. A na potówki?
- Na potówki najlepsza jest łagodząca kąpiel z dodatkiem mąki ziemniaczanej. Wystarczą dwie łyżki mączki na całą kąpiel. Kąpiel w takim krochmalu powinna szybko pomóc - radzi przyszłym rodzicom przyszłych dzieci z przyszłymi potówkami Położna.
- Nie wyjdzie z tego czasem jakiś sztywniak? - zastanawia się Ona.

sobota, 1 grudnia 2012

Czy dziecko się.. przekręci?

Ona i On obserwują na usg wyczyny Malucha.
- Tu jest główka, tu stópka. Stopa ma już 5 centymetrów - mówi Gin. - Serce ładnie bije. Mały ma już 1655 gram.
Ona i On patrzą w ekran monitora jak zaczarowani.
- A jak jest ułożony? - pyta Ona zaciekawiona. - Ostatnio był miednicowo.
- Główkę ma na dole. Tu - w tym momencie Gin krąży sondą w górnej części Jej brzucha - jest pupa, a nogi tutaj.
- Ale w sumie może się jeszcze przekręcić, prawda? - pyta Ona o realny obrót (jak by nie było) spraw.
- Przekręcić lepiej nie, ale obrócić tak - śmieje się Gin.