Ona rozpoczęła pakowanie torby do szpitala. Szpital: wersja ekonomiczna, więc pomyślała:
- Wezmę małą, podręczną walizkę jak na ekonomiczny lot.
I zaczęła pakować. Dwa ręczniki dla Malucha, dwa dla siebie, kocyk, śpioszki, kaftaniki, skarpeciochy w wersji mini i maksi, koszula do spania i do porodu, klapki pod prysznic, pieluch nawet nie próbowała wcisnąć, bo.. już miejsca nie było.
I co Ona ma zrobić? Wziąć kuferek na kosmetyki, a drugi dla synka? Jaśka wpakować pod ramię, a z poduszki poporodowej zrobić sobie aureolę? Cięższe rzeczy, jak mama na kolonijne wyjazdy przykazała, założyć na siebie? Takim ręcznikiem na przykład zawczasu się owinąć? Dyda dać Jemu do ust, by miejsce zaoszczędzić, a udawać, że podkłady poporodowe przykleiły się do dupska i z nimi, przyklejonymi do płaszcza, wejść jak gdyby nigdy nic na porodówkę?
Czy przepakować się do dużej walizy i postraszyć personel, że Ona przyjeżdża na dłuższą inspekcję?
wtorek, 8 stycznia 2013
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Ona już wie, w czym urodzi!
Nie mniej ważna niż koszulka do spania/karmienia i szpitala miała być ta, w której Ona powita potomka - pal sześć dobre rady, że najlepiej w czymś, co od razu poleci do kosza na śmieci. Nawet jeśli, to nie pożałuje. Właśnie Brat sprawił Jej prezent:
Będzie po królewsku!
niedziela, 6 stycznia 2013
Koszula nocna dla karmiącej
Ona z rosnącą nienawiścią do pozbawionych gustu producentów odzieży
spoglądała na infantylne albo szaro-bure koszulki do porodu i karmienia.
Wiadomo: dzieci lubią misie, tygryski i inne kotki. Szczególnie na
maminej piersi.I jak dowodzą badania amerykańskich naukowców, noworodki spoglądają na nie
niezwykle zainteresowanym wzrokiem - Ona może się założyć!
Dzieci lubią też, gdy ich piękne mamy zakładają wyciągnięte szare wory i (tak, także za ich sprawą! - worów, a nie dzieci) zmieniają się w marudne, wyplute matki. A wiadomo przecież, że niewiele potrzeba, by poczuć się dobrze: czasem, nie na siłę, ale dla samej siebie, pomimo zmęczenia zrobić oko, czasem założyć ładny ciuch - choćby to była koszula do spania. Szczególnie, gdyby to była koszula do spania!
Ona przewiduje, że na początku ukazywać się będzie Maluchowi najczęściej właśnie w koszuli nocnej - i to nie tylko dlatego, że nie doczekała się jeszcze wyciągniętego domowego dresiwa. Tym samym ciuch ten musi być wygodny, swobodny, ale i - może nie nieprzeciętnie - ale zwyczajnie po prostu: ładny.
Ona wystawiła Jego cierpliwość na próbę, ale wreszcie, po długich poszukiwaniach znalazła koszulki, w których czuje się dobrze, dziewczęco i swobodnie, a jednocześnie mają wszystko, czego potrzebują nocne koszulki, w których nieraz będzie trzeba cycka wywalać: odpowiednie guziki.
I co, nie można tak było od razu?
Dzieci lubią też, gdy ich piękne mamy zakładają wyciągnięte szare wory i (tak, także za ich sprawą! - worów, a nie dzieci) zmieniają się w marudne, wyplute matki. A wiadomo przecież, że niewiele potrzeba, by poczuć się dobrze: czasem, nie na siłę, ale dla samej siebie, pomimo zmęczenia zrobić oko, czasem założyć ładny ciuch - choćby to była koszula do spania. Szczególnie, gdyby to była koszula do spania!
Ona przewiduje, że na początku ukazywać się będzie Maluchowi najczęściej właśnie w koszuli nocnej - i to nie tylko dlatego, że nie doczekała się jeszcze wyciągniętego domowego dresiwa. Tym samym ciuch ten musi być wygodny, swobodny, ale i - może nie nieprzeciętnie - ale zwyczajnie po prostu: ładny.
Ona wystawiła Jego cierpliwość na próbę, ale wreszcie, po długich poszukiwaniach znalazła koszulki, w których czuje się dobrze, dziewczęco i swobodnie, a jednocześnie mają wszystko, czego potrzebują nocne koszulki, w których nieraz będzie trzeba cycka wywalać: odpowiednie guziki.
I co, nie można tak było od razu?
sobota, 5 stycznia 2013
piątek, 4 stycznia 2013
I nigdy tego nie rób!
Ją dopadła ciążowa przypadłość, o której nie mniej wstydliwie można się wypowiadać, co o zgadze (na razie - odpukać - Ona doświadczyła jej tylko raz w życiu i to nie w czasie ciąży, a po najedzeniu się czosnkowymi chrupkami), wzdęciach (ekhm.. były, ale poszły), częstych sikach na prawo czy lewo (byle tylko zdążyć) czy innych popierdółkach (wszak wiadomo, że na początku było wielkie Prut.. to jest.. Wielkie Bum!).
No cóż. Przyszedł czas i na zatwardzenia.
Ona próbowała z wodą. Wlewała w siebie litry. Nie poszło. I tak minął wieczór i poranek - dzień pierwszy.
Ona dorzuciła śliwki. Duuużo śliwek. Zero poruszenia. I tak minął wieczór i poranek - dzień drugi.
Spróbowała spaceru i ćwiczeń. Ni hu hu.. I tak minął wieczór i poranek - dzień trzeci.
Herbatka z kopru? Też nie dała rady. I tak minął wieczór i poranek - dzień czwarty.
Ona usiadła i spojrzała, a że większość rzeczy, która była w brzuszku, była dobra. I nic nie zrobiła. No dobrze, zapobiegawczo wypiła maślankę i kawę. I tak minął wieczór i poranek - dzień piąty.
Kolejnego dnia rano zaparzyła łyżeczkę senesu. Wypiła. Dopiero potem wyczytała, że nie zrobiła zbyt rozsądnie. Pocieszyła się tym, że pewnie i tak nie pomoże, więc już na pewno nie zaszkodzi - czy jakoś tak.
Minęło jakieś 8 godzin. Ona poczuła się słabo. Niedobrze Jej było. Pomyślała, że może przeszarżowała z robotą. Położyła się więc, zdrzemnęła nawet. Potem nadszedł czas na spacer. Długi - jak to Ona i On mają w zwyczaju. Ponad godzinę po wyjściu Ona już czuła, że jelita przewracają się w niej nie mniej intensywnie niż dziecko. Nie miała tylko pewności, do kogo należy mówić i kogo głaskać: Malucha czy flaki? Kolejne pół godziny później w tempie ekspresowym, na które ledwie pozwalały ataki w brzuchu, znalazła się domu. I obiecała sobie - nigdy więcej! I tak minął wieczór i poranek - dzień szósty.
Siódmego dnia odpoczęła.. Maluszek i flaki także.
No cóż. Przyszedł czas i na zatwardzenia.
Ona próbowała z wodą. Wlewała w siebie litry. Nie poszło. I tak minął wieczór i poranek - dzień pierwszy.
Ona dorzuciła śliwki. Duuużo śliwek. Zero poruszenia. I tak minął wieczór i poranek - dzień drugi.
Spróbowała spaceru i ćwiczeń. Ni hu hu.. I tak minął wieczór i poranek - dzień trzeci.
Herbatka z kopru? Też nie dała rady. I tak minął wieczór i poranek - dzień czwarty.
Ona usiadła i spojrzała, a że większość rzeczy, która była w brzuszku, była dobra. I nic nie zrobiła. No dobrze, zapobiegawczo wypiła maślankę i kawę. I tak minął wieczór i poranek - dzień piąty.
Kolejnego dnia rano zaparzyła łyżeczkę senesu. Wypiła. Dopiero potem wyczytała, że nie zrobiła zbyt rozsądnie. Pocieszyła się tym, że pewnie i tak nie pomoże, więc już na pewno nie zaszkodzi - czy jakoś tak.
Minęło jakieś 8 godzin. Ona poczuła się słabo. Niedobrze Jej było. Pomyślała, że może przeszarżowała z robotą. Położyła się więc, zdrzemnęła nawet. Potem nadszedł czas na spacer. Długi - jak to Ona i On mają w zwyczaju. Ponad godzinę po wyjściu Ona już czuła, że jelita przewracają się w niej nie mniej intensywnie niż dziecko. Nie miała tylko pewności, do kogo należy mówić i kogo głaskać: Malucha czy flaki? Kolejne pół godziny później w tempie ekspresowym, na które ledwie pozwalały ataki w brzuchu, znalazła się domu. I obiecała sobie - nigdy więcej! I tak minął wieczór i poranek - dzień szósty.
Siódmego dnia odpoczęła.. Maluszek i flaki także.
czwartek, 3 stycznia 2013
Matka-Żarłacz u dentysty
- Co, orzeszka się zachciało? - zapytała dentystka, oglądając resztki Jej zęba.
- Skąd ona wie o mojej jedynej jak dotąd ciążowej zachciance?! - pomyślała Ona i głośno, no.. niezbyt głośno wycedziła.. trochę smutno, trochę wstydliwie, najbardziej chyba boleśnie, gdyż lekarka zaczęła już tradycyjne grzebanko: - Yhymm..
Przy okazji dentystkę Ona miała odwiedzić w celu zalepienia maluśkiej dziury w zębie obok.
- O rany! Pamiętasz tę małą dziurkę sprzed półtora miesiąca? - zapytała stomatolog. - Już wcale nie jest taka mała! Nieźle Cię synek odwapnia.
Tym samym stało się: 1 dziecko = 1 ząb stracony przez Matkę-Żarłacza, a drugi - przez dziecinę.
środa, 2 stycznia 2013
Z perspektywy brzuszka
Ona wskakuje w kiecę, robi oko, spryskuje się perfumą, kwiat do piersi przypina. Zerka na odchodne w łazienkowe lustro. No, nie najgorzej się czuje. Nie najgorzej też chyba wygląda.
On wita Ją (?) w przedpokoju.
- Ooo.. cześć, brzuszku - mówi, otulając dłońmi Jej dodatkowe kształty.
On wita Ją (?) w przedpokoju.
- Ooo.. cześć, brzuszku - mówi, otulając dłońmi Jej dodatkowe kształty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)