Ona i On poznali się tradycyjną już teraz, ale trochę nietradycyjną jeszcze jakiś czas temu drogą. Choć przegadali wiele godzin, upłynęło nieco czasu, nim się zobaczyli. Ona jeszcze przed tym spotkanie wiedziała, że On będzie tym jedynym. On też czuł, że źle być nie może. Dobrze przewidzieli - od tamtego czasu są nierozłączni.
Podobnie jest teraz z Jego i Jej Maluchem. Godziny już przegadali, podzielili się najlepszymi wspomnieniami, smakami i pasjami. I rozkochali, jeszcze nie czując pod palcami ciała, nie słysząc głosu i nie czując przyjemnego oddechu na policzku.
Ona i On już nie mogą doczekać się tej chyba najbardziej wyczekanej randki w ciemno.
czwartek, 7 lutego 2013
środa, 6 lutego 2013
Co tu z sobą robić w dzień terminu porodu..
Jakby się Ona nie starała, na razie pozostaje w większości. Zamiast dawać przykład i z mniejszością (wszak tylko 5% kobiet rodzi w terminie) iść na barykady, Ona tkwi w domu.
Kącik dla Malucha przygotowany, walizka czeka tylko na dopakowanie ostatnich rzeczy, z których Ona korzysta na bieżąco, kolejne pranie zrobione, wszystko wyprasowane, szuflada w kuchni sklejona, sufit w łazience pomalowany, zapas kopytek zamrożony, setka pierogów dla zgłodniałych brzuchów polepiona, nieco ciastek na czarną godzinę upieczonych, zlecenia na górkę wykonane, kuchnia wysprzątana, łazienka wyszorowana. No to co.. chyba jest jeszcze czas, by okno umyć, co?
No to do roboty!
Kącik dla Malucha przygotowany, walizka czeka tylko na dopakowanie ostatnich rzeczy, z których Ona korzysta na bieżąco, kolejne pranie zrobione, wszystko wyprasowane, szuflada w kuchni sklejona, sufit w łazience pomalowany, zapas kopytek zamrożony, setka pierogów dla zgłodniałych brzuchów polepiona, nieco ciastek na czarną godzinę upieczonych, zlecenia na górkę wykonane, kuchnia wysprzątana, łazienka wyszorowana. No to co.. chyba jest jeszcze czas, by okno umyć, co?
No to do roboty!
wtorek, 5 lutego 2013
Plan porodu
Ona zachęcona przez Położną przygotowała plan porodu.
Ona i On chcieliby być w tych chwilach razem - tak długo, jak będzie to możliwe i, co najważniejsze: tak długo, jak będą mieli na to chęć.
Zależy im na tym, co w szpitalu, który wybrali, jest według zapewnień Położnej Y normą - by personel szpitala uzgadniał z Nią wszystkie zabiegi - także te przygotowujące do porodu. A jeśli z jakiś powodów nie będzie to możliwe, Ona prosi o uzgadnianie decyzji z Nim.
Ona chciałaby mieć możliwość swobodnego poruszania
się, zmieniania pozycji i korzystania z
wanny i/lub prysznica w trakcie pierwszego okresu porodu. O podłączenie kroplówki lub wenflonu Ona prosi tylko, jeśli z przyczyn medycznych będzie to konieczne. Jeśli
będzie to możliwe, prosi o możliwość monitorowania KTG w wygodnej dla Niej,
niekoniecznie leżącej pozycji.
Ona chciałaby uniknąć wywoływania porodu chyba, że ze
względów medycznych będzie to konieczne. W pierwszej kolejności chciałaby spróbować naturalnych metod redukowania bólu. Bierze pod uwagę znieczulenie, ale wolałaby uniknąć środków zmieniających świadomość.
Wolałaby nie mieć nacinanego krocza, chyba że
będzie to konieczne. W drugim okresie porodu chciałaby mieć możliwość wyboru pozycji
porodowej lub - jeśli będzie to możliwe – próbę urodzenia dziecka do wody.
Jeśli to możliwe, prosi, by położna lub lekarz pomogli Jej chwycić w ręce
rodzące się dziecko. Chciałaby też od razu po porodzie przyjąć
dziecko na brzuch. Pępowinę pragnie przeciąć On, gdy ta przestanie pulsować.
Jeśli będzie to możliwe, Ona i On chcieliby skorzystać z możliwości pozostania z
dzieckiem sam na sam.
Jeżeli konieczne będzie cesarskie cięcie, Ona prosi o to, by On mógł być obecny podczas operacji, jeśli w tym momencie zdecyduje się na to, a jeśli nie będzie to możliwe - jak najszybciej dołączyć do Niej i Malucha. Ona chciałaby zaraz po porodzie przywitać się z dzieckiem. Jeśli będzie to możliwe, On chciałby skorzystać z możliwości kangurowania dziecka zaraz po porodzie.
Jeśli nie będzie przeciwwskazań, On chciałby towarzyszyć podczas pierwszego badania, ważenia, mierzenia i mycia dziecka. Chcieliby też, aby dziecko zostało ubrane w przygotowane dla Malca ciuszki.
Ona chciałaby spróbować karmić od razu po porodzie, dlatego prosi po pomoc w przystawieniu do piersi i niedokarmianie dziecka bez
uzgodnienia oraz o niepodawanie Maluchowi smoczka.
Ona wie, że plan porodu może wziąć w łeb po pierwszym zdaniu i pierwszej minucie, ale wyobrażenie sobie tych chwil pozwoliło się Jej z nim oswoić. Ona jest świadoma, że sporo tu "chcę", "wymagam", "proszę", "ja wiem, co dla mnie dobre", a wie też, że oddaje się w profesjonalne ręce osób, które będą wiedziały, kiedy i jak działać.
Jeśli byłoby inaczej, Ona napisałaby po prostu:
- Proszę, by położna bądź gin wypowiedzieli magiczne zaklęcie "Sezamie otwórz się", by po chwili Malec pojawił się na świecie i by Ona i On mogli to uczcić drinkiem z parasolką.
I poprosiłaby o włączenie planu porodu do dokumentacji medycznej.
poniedziałek, 4 lutego 2013
Kiedy odejdą wody
Ona i On na ostatniej prostej przed porodem odwiedzili Jej Rodziców.
- Spokojnie, wchodź do środka - zaprasza Ją Jej Brat. - Podłogi wyłożyliśmy folią, w razie gdyby Ci wody odeszły. Nie wiem tylko, czy ubezpieczenie obejmuje tego typu zalanie sąsiadów.
Ona zapobiegawczo chodzi w kaloszach - przynajmniej skarpetek nie zamoczy;)
- Spokojnie, wchodź do środka - zaprasza Ją Jej Brat. - Podłogi wyłożyliśmy folią, w razie gdyby Ci wody odeszły. Nie wiem tylko, czy ubezpieczenie obejmuje tego typu zalanie sąsiadów.
Ona zapobiegawczo chodzi w kaloszach - przynajmniej skarpetek nie zamoczy;)
niedziela, 3 lutego 2013
Skóra do skóry
W Jego i Jej mieście porodówki do wyboru są trzy. W szpitalu X, do którego Jego i Jej nie ciągnie (i to nie ze względu na to, że Jego Siostra tak bardzo namawia Ją na poród właśnie tam), w szpitalu Y, na który Ona i On się zdecydowali i który odwiedzili oraz w szpitalu Z, który co prawda kusi porodami na linie i innymi akrobacjami, ale nie przekonuje słabą opieką dla noworodków.
Porodówking Ona i On zaczęli i skończyli na szpitalu Y - do innych nie chcieli się ani przekonywać ani bardziej zniechęcać. Ale przyszło Jej odwiedzić szpital X. Wybrała się tam na KTG. Przemierzała korytarze molocha w poszukiwaniu położniczej izby przyjęć. W drzwiach przywitał Ją uśmiechem mężczyzna w kitlu. Na plecach miał sporej wielkości naszywki moro. Ona nie wiedziała, czy to znak rozpoznawczy bojowego nastroju, sposób na oryginalne odróżnienie fartucha ze sterty białych kitli czy może próba zatuszowania śladu po wbiciu w plecy noża przez jedną z położnic, której gość pokazał swoją wersję rodzenia po ludzku.
On odsłonił przed Nią przykrótką niebieską zasłonkę w białe gwiazdki - gustowną niezwykle. Za nią skrywało się serce szpitalnej izby przyjęć: stary fotel, dwie kozetki z przykrótkimi prześcieradłami, zdezelowany taboret i umywalka w Jej ulubionym kolorze: przypalonego świńskiego różu. Położnik jakby tego nie zauważał. Podprowadził Ją na łóżko i pomógł ułożyć się do badania. Wytłumaczył wszystko, ostrzegł przez zbyt chłodnym żelem, który wylądował na Jej brzuchu i dwa razy sprawdzał, czy aby na pewno jest Jej wygodnie. Potem jeszcze skomplementował Jej kalosze (to dopiero szaleństwo!) i zagadywał, zdrabniając z uporem Jej imię. Wykorzystał też uniwersalny komplement:
- Syn będzie tak przystojny, jak ładna jest mama.
Ona już, już prawie była gotowa dać się nabrać;)
I myślała, że się przewidziała, czy że ma problem ze zmysłami - co chwilę czuła, że położnik dotyka Jej dłoni. Delikatnie naruszał Jej prywatną strefę. Ona, która jest na tym punkcie wyczulona, zaskoczona była, jak subtelnie można to zrobić, nie wzbudzając złości dotykanej osoby, a nawet uzyskując zamierzony efekt, czyli uspokajając Ją. Bo w gruncie rzeczy Ona poczuła, że ten gość szczerze się o Nią troszczy i szczerze cieszy z dobrego zapisu pracy serca Jej Maleństwa.
Ona na czas badania dostała do ręki sygnalizator, którym oznaczać miała momenty, w których Maluch się poruszył. Nie wiedziała, czy tak skupiała się na wsłuchiwaniu w serce Dziecka, czy tak bardzo Jej uwagę odwracało ciągłe głaskanie po dłoni, że właściwie nie zwracała uwagi na kopniaki.
Ona nie ma wątpliwości: położnik został wysłany przez ordynatora, by reklamować porodówkę. Bez wątpienia każda kobieta może być pewna, że w szpitalu X kontakt skóra do skóry zostanie zachowany.
Porodówking Ona i On zaczęli i skończyli na szpitalu Y - do innych nie chcieli się ani przekonywać ani bardziej zniechęcać. Ale przyszło Jej odwiedzić szpital X. Wybrała się tam na KTG. Przemierzała korytarze molocha w poszukiwaniu położniczej izby przyjęć. W drzwiach przywitał Ją uśmiechem mężczyzna w kitlu. Na plecach miał sporej wielkości naszywki moro. Ona nie wiedziała, czy to znak rozpoznawczy bojowego nastroju, sposób na oryginalne odróżnienie fartucha ze sterty białych kitli czy może próba zatuszowania śladu po wbiciu w plecy noża przez jedną z położnic, której gość pokazał swoją wersję rodzenia po ludzku.
On odsłonił przed Nią przykrótką niebieską zasłonkę w białe gwiazdki - gustowną niezwykle. Za nią skrywało się serce szpitalnej izby przyjęć: stary fotel, dwie kozetki z przykrótkimi prześcieradłami, zdezelowany taboret i umywalka w Jej ulubionym kolorze: przypalonego świńskiego różu. Położnik jakby tego nie zauważał. Podprowadził Ją na łóżko i pomógł ułożyć się do badania. Wytłumaczył wszystko, ostrzegł przez zbyt chłodnym żelem, który wylądował na Jej brzuchu i dwa razy sprawdzał, czy aby na pewno jest Jej wygodnie. Potem jeszcze skomplementował Jej kalosze (to dopiero szaleństwo!) i zagadywał, zdrabniając z uporem Jej imię. Wykorzystał też uniwersalny komplement:
- Syn będzie tak przystojny, jak ładna jest mama.
Ona już, już prawie była gotowa dać się nabrać;)
I myślała, że się przewidziała, czy że ma problem ze zmysłami - co chwilę czuła, że położnik dotyka Jej dłoni. Delikatnie naruszał Jej prywatną strefę. Ona, która jest na tym punkcie wyczulona, zaskoczona była, jak subtelnie można to zrobić, nie wzbudzając złości dotykanej osoby, a nawet uzyskując zamierzony efekt, czyli uspokajając Ją. Bo w gruncie rzeczy Ona poczuła, że ten gość szczerze się o Nią troszczy i szczerze cieszy z dobrego zapisu pracy serca Jej Maleństwa.
Ona na czas badania dostała do ręki sygnalizator, którym oznaczać miała momenty, w których Maluch się poruszył. Nie wiedziała, czy tak skupiała się na wsłuchiwaniu w serce Dziecka, czy tak bardzo Jej uwagę odwracało ciągłe głaskanie po dłoni, że właściwie nie zwracała uwagi na kopniaki.
Ona nie ma wątpliwości: położnik został wysłany przez ordynatora, by reklamować porodówkę. Bez wątpienia każda kobieta może być pewna, że w szpitalu X kontakt skóra do skóry zostanie zachowany.
sobota, 2 lutego 2013
Z walizką do teatru
Ona wybiera się po raz kolejny w ostatnim tygodniu ciąży do teatru. No i wybiera się niczym sójka za morze. Jedni chodzą do teatru w dresach, inni w kapeluszach i wieczorowych sukniach. Ona na premierze pojawi się z kompletem wyników i walizką.
- Jak się rozkraczę przed jakimś przystojnym aktorem, to cóż... będzie musiał mi wybaczyć! - Ona oświadcza.
- Jak zaczniesz krzyczeć z widowni: "Ludzie, rodzę! Ja rodzęęę!", to wszyscy pomyślą, że to taki performance! - ostrzega Ją Kumpela.
- Jak się rozkraczę przed jakimś przystojnym aktorem, to cóż... będzie musiał mi wybaczyć! - Ona oświadcza.
- Jak zaczniesz krzyczeć z widowni: "Ludzie, rodzę! Ja rodzęęę!", to wszyscy pomyślą, że to taki performance! - ostrzega Ją Kumpela.
piątek, 1 lutego 2013
Ginekolog - mężczyzna czy kobieta?
Ona od lat pozostaje wierna Jemu. Od miesięcy Ginowi;) Wcześniej bywała - to tu, to tam, nie przywiązując się specjalnie metaforycznie ani całkiem realnie do ginekologicznego fotela. Po dwóch wizytach u dwóch różnych lekarek obiecała sobie jedno: nigdy więcej nie odda się dobrowolnie w ręce baby.
No ale traf chciał - Gin zachorował. Ona miast wraz z rzeszą wiernych fanek (tfu! pacjentek!) gotować mu rosołek, nakrywać kołderką czy stawiać bańki, ustawiła się w kolejce do pani doktor, która Gina tego popołudnia miała zastępować.
No i ta - dokładnie jak Ona się spodziewała - prawie przewierciła się przez Jej wnętrzności, niczym w poszukiwaniu drogocennej ropy, brzuch z Maleństwem ugniotła niczym ziemniaki na purée, a do tego zamiast skupić się na zaleceniach, dwukrotnie odbyła telefoniczna rozmowę i ponarzekała, że Gina zastępuje.
- Ta zależność działa pewnie także i w drugą stronę - odpowiedziała Ona na lament nad długą kolejną pacjentek, które nieświadome jeszcze czekały w kolejce po odwiert, tj. badanie.
- Nie wiem. Ja NIGDY nie choruję - rzekła z wyrzutem lekarka.
Baba babie wilkiem - Ona zdania nie zmieni.
No ale traf chciał - Gin zachorował. Ona miast wraz z rzeszą wiernych fanek (tfu! pacjentek!) gotować mu rosołek, nakrywać kołderką czy stawiać bańki, ustawiła się w kolejce do pani doktor, która Gina tego popołudnia miała zastępować.
No i ta - dokładnie jak Ona się spodziewała - prawie przewierciła się przez Jej wnętrzności, niczym w poszukiwaniu drogocennej ropy, brzuch z Maleństwem ugniotła niczym ziemniaki na purée, a do tego zamiast skupić się na zaleceniach, dwukrotnie odbyła telefoniczna rozmowę i ponarzekała, że Gina zastępuje.
- Ta zależność działa pewnie także i w drugą stronę - odpowiedziała Ona na lament nad długą kolejną pacjentek, które nieświadome jeszcze czekały w kolejce po odwiert, tj. badanie.
- Nie wiem. Ja NIGDY nie choruję - rzekła z wyrzutem lekarka.
Baba babie wilkiem - Ona zdania nie zmieni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)