czwartek, 15 listopada 2012

Tabletka - na szczęście!

Ona konkuruje ostatnio z Jej Babcią na najbardziej kolorowe i obfite danie pełne medykamentów. Babcia co rano przygotowuje swoją miksturę. Podchodzi do tego z pasją prawdziwego szefa kuchni, wykładając wszystkie składniki na stół, wybierając co lepsze kąski, nonszalancko mieszając i.. łykając pół garści kolorowych pigułek: na serce, na wodę w organizmie, na wzmocnienie i na spokojność - na raz!

Ona faszeruje się każdego dnia także sporą liczbą tabletek. Jednak nie trzyma się tradycyjnych babcinych receptur i rozkłada cały przydział na pięciodaniowe przysmaki:
  • mała okrągła rano, by tarczyca dobrze działała, 
  • po porannych skurczach łydek jeszcze i owalna dużo większa z dawką magnezu (która jednak nie wyklucza jednak zażycia później kostki czekolady - albo i dwóch;)),
  • wieczorem spora różowa - zestaw witamin dla mam przyszłych,
  • gdy jeszcze brzuch da o sobie znać - mała pigułka do trzech razy dziennie,
  • i na noc jedna jeszcze - albo dwie - by skurczów nie prowokować.
No rozpusta! Ale jak mało kalorii. Taka tam molekularna kuchnia.

3 komentarze:

  1. cos wiem o tym dużych różowych, ja mam tez małą różówa z żelazem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, kiedy mężowie przejdą przy nas na duże niebieskie;)

      Usuń

On, Ona i Ono dziękują za Twój komentarz